Zwykłe gry wojenne

Odparcie ataku na Gazociąg Północny, desant na plażę imitującą polskie wybrzeże, stłumienie powstania wywołanego przez polską mniejszość na Białorusi i testy samolotów rosyjskich sił jądrowych - tak wyglądały niedawne wspólne manewry armii Rosji i Białorusi, o których napisał w najnowszym numerze Wprost".

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
7 listopada, 2009
Post thumbnail default dark

Tygodnik dotarł do notatki rządowej, z której wynika, iż Polska odgrywała w tych manewrach rolę potencjalnego agresora. Manewry nie ograniczały się jednak do obrony przed naszym atakiem. Desant na plaże obwodu kaliningradzkiego miał imitować zdobywanie polskiego wybrzeża.

Niektórzy krajowi politycy i publicyści wyrazili oburzenie taką formą przeprowadzenia manewrów przez siły zbrojne naszych wschodnich sąsiadów.

Mnie ten fakt jakoś nie poruszył. Kogo mają traktować jako potencjalnego wroga w ewentualnym przyszłym konflikcie militarnym Rosjanie i Białorusini, jak właśnie nie Polaków? Przecież jesteśmy granicznym państwem NATO, który to sojusz wojskowy jest wprawdzie oficjalnie traktowany przez Moskwę i Mińsk w kategoriach przyjacielskich, a przynajmniej neutralnych, ale tak naprawdę widzą w nim one swoje zagrożenie. Powinniśmy być więc nawet dumni, ze napędzamy trochę strachu Rosjanom i sprzymierzonym z nimi Białorusinom.

Czy kiedy Wojsko Polskie przeprowadzało w latach 30. XX wieku ogromne manewry na Wołyniu (na które zapraszano przedstawicieli armii wielu państw), dla kogokolwiek nie było oczywiste, że potencjalnym przeciwnikiem naszych żołnierzy – zarówno w działaniach obronnych, jak zaczepnych – jest Armia Czerwona? A kiedy to ona ćwiczyła na zachodnich rubieżach Związku Sowieckiego, Wehrmacht zaś blisko wschodniej granicy III Rzeszy Niemieckiej, to każdy polityk i fachowiec od spraw wojskowych w Europie wiedział, że ich wrogami są podwładni marszałka Józefa Piłsudskiego, potem Edwarda Rydza-Śmigłego.

Nie ma nic dziwnego, ani zdrożnego w tym, że państwo stale przygotowuje się w okresie pokoju do działań zbrojnych przeciwko tym krajom, które uważa za swoje potencjalne zagrożenie lub na które samo ma skrywaną przed światem ochotę napaść. I zawsze jest stosowany taki wariant, jak w ostatnich manewrach Rosjan i Białorusinów: najpierw wrogowie napadają na ich terytoria, z których zostają szybko przepędzeni, a następnie ukarani działaniami odwetowymi. Nikt nie chce się bowiem z góry przyznać, że testuje plany wojny zaczepnej.

Dla niepoznaki używa się w takich ćwiczeniach nie nazw wrogich państw, ale kolorów dla oznakowania poszczególnych armii. Nie trzeba być jednak nazbyt wnikliwym obserwatorem, aby zorientować się, kim są w takich grach wojennych czerwoni, niebiescy, biali, czarni, czy zieloni.

Na miejscu naszych polityków nie protestowałbym więc przeciwko rosyjsko-białoruskim manewrom. Co innego, jeżeli – wymaga to jeszcze sprawdzenia – uwzględniano w nich działania militarne z użyciem broni nuklearnej. Na takie zabawy w wojnę nie może być bowiem akceptacji, zgodnie z postanowieniami europejskich instytucji, które obiecały respektować Moskwa i Mińsk.

Jerzy Bukowski

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter