Wydawać by się mogło, że powyższe zdanie jest tak oczywiste, że aż trąci truizmem. Kiedy przyjrzeć się jednak poglądom oraz zachowaniom wielu osób publicznych na całym świecie (zwłaszcza polityków i artystów), które chętnie określają się jako wierni wyznawcy tego lub innego kościoła, można mieć wątpliwości, czy zdają sobie one sprawę z tego, jak często łamią zasady swojej religii. Podobnie postępują też miliardy innych ludzi, ale media zajmują się tylko tymi, którzy wyrastają ponad przeciętność i przyciągają uwagę opinii społecznej.
Hipokryzja jest wszechobecna w naszym życiu, co nie oznacza, że należy ją akceptować, a tym bardziej usprawiedliwiać. Dlatego też zwierzchnicy wspólnot wyznaniowych przypominają co pewien czas o podstawowych kanonach wiary, bez przestrzegania których trudno mówić o rzeczywistej obecności w danym kościele.
Jednym z najważniejszych problemów, z jakimi zmaga się chrześcijaństwo, jest aborcja. Nikt, kto popiera zabijanie nie narodzonych dzieci, nie może nazywać się wyznawcą tej wiary, a więc – konsekwentnie – nie wolno mu przystępować do sakramentów, w tym do Komunii Świętej.
Tę tylko na pozór oczywistą prawdę przypominał ostatnio nowy prefekt Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej (popularnie zwanego Świętą Rotą) arcybiskup Raymond Burke. W udzielonym włoskiemu miesięcznikowi “Radici Cristiane” (“Korzenie Chrześcijańskie”) wywiadowi przypomniał, że świadome przystępowanie do stołu Pańskiego w stanie grzechu śmiertelnego jest świętokradztwem. A właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia, gdy Komunię przyjmuje polityk publicznie popierający prawo do aborcji.
“Jeśli wiemy, że popełniliśmy grzech śmiertelny, powinniśmy się wyspowiadać i uzyskać rozgrzeszenie” – powiedział abp Burke.
Jednoznacznie stwierdził też, że kapłan ma obowiązek odmówić udzielenia sakramentów człowiekowi, który jest powszechnie znany z postawy proaborcyjnej. Jest to ważne z uwagi na “zbawienie tej osoby przez powstrzymanie jej od popełnienia świętokradztwa” oraz możliwość zgorszenia innych. I dodał:
“Ludzie mogliby pomyśleć, że publiczne działania, które dana osoba podjęła, a które są poważnym grzechem, nie są istotne, skoro Kościół pozwala osobie, która go dopuściła, przystępować do Komunii. (…) Osoba, która publicznie świadomie popełnia grzech, powinna być publicznie upomniana w ten sposób, że nie będzie otrzymywać Komunii Świętej aż do czasu, gdy zmieni swoje życie”.
Wedle nowego prefekta skandalem nie jest nieudzielenie sakramentu osobie żyjącej w stanie grzechu śmiertelnego, ale pobłażliwość dla kogoś, kto permanentnie i w dodatku publicznie głosi poglądy sprzeczne z doktryną Kościoła rzymsko-katolickiego.
Wprawdzie abp Burke wypowiadał się w związku z aborcją, ale jego opinię można – i należy – rozszerzyć także na sakrament ślubu, jak również na pogrzeb, który przysługuje w obrzędzie katolickim tylko osobom żyjącym i umierającym w stanie łaski uświęcającej.
Watykan wyraźnie zaostrza moralny i religijny kurs, dając do zrozumienia osobom publicznym, że ich zachowanie jest szczególnie dokładnie obserwowane i nie mogą liczyć na taryfę ulgową tylko dlatego, iż są znani, lubiani, popularni, wpływowi. Ma być odwrotnie: skoro dobrowolnie wyznają chrześcijańską wiarę i zdobywają dzięki niej poparcie wyborców, muszą być z całą surowością rozliczani z jej praktykowania w swoim życiu.
Jerzy Bukowski












