Były minister obrony Sikorski, człowiek skadinąd układny i inteligentny, ni stąd ni zowąd zmienia partyjne barwy przed wyborami po to, by z wrogiej mu dotychczas partii starać się o poselski mandat. Na dodatek, opluwa swoich dotychczasowych kolegów partyjnych, zapowiada “porażające” fakty i dowody na zbrodniczą działalność PiS, którego był do niedawna prominentnym członkiem. Nawiasem mówiąc słowa, które w ostatnich czasach zrobiły wielką karierę, to “porażające” i “wstrząsające”. Takimi miały być jakieś dyrdymały, jakie opowiadał raz i drugi Lepper w telewizorze, podobnie było z Kaczmarkiem, a jego zeznania, jako porażajace miały zniszczyć PiS. Tak samo było z Giertychem, nie inaczej nieco wcześniej z Begerową i stoma innymi tzw. politykami. Wracam do Sikorskiego. Przed paroma miesiącami premier podziękował mu za dotychczasową pracę, znalazł bowiem w jego działalności w ministerstwie obrony niedokładności, które wykluczały go z kierownictwa resortu. Usiłował m.in. wprowadzić do ministerstwa wysokich oficerów, którzy byli wcześniej powiązani z GRU i KGB; jego decyzje w sprawie udziału polskich sił w Iraku i w Afganistanie były zprzeczne z polską polityką zagraniczną i stąd dymisja. No i teraz po upływie paru miesięcy, Radosław postanowił się zemścić. Na swojej dawnej partii i jej szefie. I zapowiada “porażające” dowody. Jarosław Kaczyński może jednak spać spokojnie, nie pierwszy to przypadek, kiedy jego polityczni oponenci zapowiadają koniec świata i wieszczą całej partii porażkę, w tym także wyborczą. Te wszystkie leppery, giertychy i kaczmarki warte są tyle, co ich przekonania polityczne i słowa o honorze i dobru kraju. Polska tyle ich obchodzi, co zagraniczna polityka Zanzibaru.
Powiem jeszcze w paru słowach o zmianach partyjnych szeregów. To chyba Wańkowicz powiedział, że tylko krowa nie zmienia przekonań (według mnie także koń i wieprzek), nikt siłą nikogo do partii nie ciągnie, ani w niej nie zatrzymuje. Jeżeli ktoś zmienia swoje barwy, bo nie podoba mu się aktualna polityka partii i jej linia programowa, to bardzo proszę, droga wolna. Jeżeli jednak, a tak czyni sto procent naszych “polityków”, przechodzi do innego klubu, bo tam obiecują złote góry i mandat poselski (a to są niezłe pieniadze), to jest się zwyczajnym szmondakiem (tak w menelskich środowiskach określano kiedyś faceta bez honoru, ambicji, złodzieja bez manier i w ogóle zero) i politycznym renegatem. W PiS wcześniej uczynili tak Jurek, Mężydło, odszedł Borusewicz do Platformy, bo tam ma mieć znowu swoje dni, zaś w PiS Jarosław odebrał mu ewentualne przyszłe marszałkostwo senatu, tam ma przyjść Romaszewski. Tak wygląda patriotyzm i honor polskiego parlamentarzysty.
Honor Millera, prominentnego polskiego komunisty, wyraził się w przystąpieniu do partii lepperowskiej, bo ten człowiek związałby się nawet z belzebubem i stalinem, aby tylko trwać w polityce. Miller, to przede wszystkim stary pzpr-owski elektorat, ludzie, którzy jak powiedział Ludwik Dorn, bili pałą i kopali w nery. Natomiast Nelly Rokitowa w PiS, to raczej ciekawostka i wypadek przy pracy, niźli wielka polityka. Nelly, to po części Niemka i Rosjanka.
To stąd bierze się tak niska społeczna pozycja naszego parlamentu, jego nie dostosowanie do rzeczywistości, z tego wynikają niedopracowane ustawy, osobista i polityczna pozycja niejednego z “wybrańców narodu”. Jeżeli takim wybrańcem mają być panie Hojarska i Begerowa, Błochowiakowa i Senyszyn, panowie Kalisz, Giertych, Lepper czy Niesiołowski, to chyba istotnie lepiej nie iść do urny. Oczywiście to nie jest tak, bo wybory są zbyt ważną sprawą, aby oddawać je w ręce takich właśnie ludzi, o których tu mowa. Zostając w domu i nie biorąc udziału w wyborach, to tak jakbyśmy oddawali głos na na opozycję i ludzi nam nieżyczliwych.
(zr) Magazyn Centrum











