Szwed otrzyma obrońcę i zostanie przesłuchany przez szwedzkich śledczych zanim władze podejmą decyzję w sprawie jego ewentualnej ekstradycji do Polski.
PAP przytoczyła też dosyć bulwersującą opinię Bertila Olofssona – szefa sekcji do spraw zwalczania przestępczości międzynarodowej szwedzkiej policji, który stwierdził na łamach gazety “Blekinge Laens Tidning” , że “kradzież napisu z Auschwitz będzie w Szwecji traktowana jak drobne przewinienie”.
“- Nie będziemy wysyłać patrolu, aby go znaleźć (podejrzanego o podżeganie do kradzieży). Postępujemy zgodnie ze szwedzkim prawem i podejmujemy środki proporcjonalne do skali przestępstwa W Szwecji przestępstwo to jest traktowane mniej więcej na tym samym poziomie, co kradzież przez zagranicznego turystę znaku drogowego ostrzegającego przed łosiami” – stwierdzi Olofsson.
Autorka artykułu skontaktowała się z podejrzanym, który wcześniej zapowiadał, że stawi się na przesłuchanie w Polsce. W rozmowie z nią Hoegstroem wyraził jednak wątpliwość, czy może polegać na polskim systemie prawnym.
“- Polska policja kilkakrotnie złamała umowy, jakie zawarliśmy w trakcie śledztwa” – powiedział zatrzymany Szwed.
Dodał też, że – jak dowiedział się z polskich źródeł – jeden z polskich prokuratorów groził mu, mówiąc w mediach, iż chce go zamknąć w zemście za los krewnych, którzy byli więźniami Auschwitz.
Według dziennikarki, Hoegstroem jest mocno przestraszony.
– Boi się polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale zapowiada, że będzie współpracować – poinformowała PAP.
Anders Hoegstroem był ostatnio zameldowany był w centrum Sztokholmu, wcześniej mieszkał w Karlskronie na południu Szwecji. O tym, czy po zatrzymaniu zostanie przekazany stronie polskiej będzie musiał jeszcze zadecydować szwedzki sąd.
Jerzy Bukowski











