Dzięki tej mądrej decyzji młodsi widzowie Programu 3 mogli zobaczyć, a starsi przypomnieć sobie, jak wyglądała propaganda komunistyczna, uprawiana jednak nie “łopatologicznie”, ale w bardzo wyrafinowany sposób. Zielonacki nakręcił bowiem swój film zgodnie z główną dyrektywą ideologiczną, obowiązującą w stanie wojennym: najbardziej cierpią z powodu nieodpowiedzialnych poczynań elementów antysocjalistycznych zwykli ludzie, którzy chcieliby spokojnie żyć i pracować, a muszą oglądać ze swych mieszkań (położonych naprzeciw słynnej wówczas nowohuckiej świątyni – Arki Pana) prowokowane przez burzycieli porządku publicznego demonstracje i rozróby.
Zielonacki udawał – lansował też taką tezę w dyskusji po filmie – obiektywnego dokumentalistę, kręcącego bezstronny reportaż, w którym racje funkcjonariuszy zbrodniczego systemu postawione zostały na równi z racjami ofiar. Współczucie dla spełniających swój trudny obowiązek milicjantów i zomowczów miało sytuować ich w tej samej moralnej pozycji, jak bitych przez nich ludzi. Zamordowany z zimną krwią przez oficera Służby Bezpieczeństwa Bogdan Włosik znajduje swoje “alter ego” w poturbowanym przez demonstrantów obrońcy ustroju.
Młodzi ludzie, dla których stan wojenny jest równie odległy jak epopeja Legionów mogli odnieść wrażenie, iż obie strony społecznego konfliktu były zań odpowiedzialne w tym samym stopniu. Mieli też prawo nie wiedzieć, że zgodę na przygotowanie takiego filmu otrzymywali jedynie cieszący się zaufaniem partyjnych zwierzchników dziennikarze, a całość nakręconego przez nich materiału trafiała nie tylko na montażowy stół na Krzemionkach, ale także w ręce pracowników Służby Bezpieczeństwa, dokonujących dzięki nim rozpoznania uwidocznionych na taśmie uczestników patriotycznych manifestacji.
Dobrze więc, że te zapomniane dziś prawdy o funkcjonowaniu telewizji w czasach komunizmu przypomnieli w studiu Szarek i Gawlikowski. Bez tej dyskusji wielu widzów mogłoby nie zrozumieć, dlaczego film Zielonackiego – mimo pozorów obiektywizmu i rozpaczliwej próby bronienia go przez autora jeszcze dzisiaj – był całkowicie zakłamany oraz jakie dodatkowe znaczenie posiadał dla oglądających go w 1982 roku funkcjonariuszy SB.
Jerzy Bukowski











