Nie wiadomo, kto ma rację w tym sporze, ale faktem jest, że Smok Wawelski poważnie ostatnio zaniemógł, czyli przestał ziać ogniem. Nie tylko nie reaguje na uruchamiające go od kilku lat esemesy, ale odmówił nawet nakazanego przez gazownię regularnego spełniania swego obowiązku co parę minut.
Krakowianie są zasmuceni, a turyści (zwłaszcza najmłodsi) rozczarowani. Zamiast budzącego zrozumiałą grozę potwora, strzelającego przed siebie ogniem, widzą bowiem biedne stworzenie, najwyraźniej zmarznięte, głodne i schorowane, a więc nie mające ochoty na straszenie publiczności.
Na ratunek smokowi pośpieszyli już specjaliści z Gliwic (jego twórcy) i obiecują, że lada dzień wszystko wróci do normy, czyli będzie można znowu bać się krakowskiej legendy.
Na razie dziewice mogą zaś bez najmniejszych obaw spacerować pod Wawelem, a nawet śmiać się swemu prześladowcy prosto w upiorny pysk. Chociaż ze smokami nigdy nic nie wiadomo…
Jerzy Bukowski











