Wojna z chipsami

Polskie dzieci nie są jeszcze wprawdzie tak grube, jak spora część amerykańskich nastolatków, ale nadmierna otyłość powoli staje się coraz poważniejszym problemem także i dla nich.

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
4 sierpnia, 2008
Post thumbnail default dark

W przaśnych czasach PRL uczniowie dostawali do szkoły kanapki z wędliną (bez konserwantów), z serem, dżemem bądź z marmoladą, a na dużej przerwie mogli wyskoczyć do pobliskiego sklepiku, aby kupić słone paluszki, obwarzanka, drożdżówkę lub pączka i popić takie drugie śniadanie oranżadą, w Krakowie popularnie zwaną krachlą.

Od kiedy budujemy nad Wisłą kapitalizm, w wielu szkołach pojawiły się sklepiki, oferujące dzieciom przede wszystkim ulubione przez nich chipsy, batony, czekoladę, oraz napoje typu: cola, sprite, fanta. Ponieważ są one nagminnie reklamowane w telewizji i w przeznaczonej dla nastolatków prasie, zdecydowanie wygrywają z tradycyjną bułką z szynką.

Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że są to niezbyt zdrowe produkty, zwłaszcza jeśli spożywa się je systematycznie i w dużych ilościach. Nic więc dziwnego, że dietetycy i lekarze-pediatrzy coraz intensywniej zaczynają przestrzegać rodziców, aby starali się wyrabiać w swoich dzieciach zdrowe nawyki żywnościowe.

Chcąc zapobiec upodobnieniu się naszych nastolatków do amerykańskich grubasków, dyrekcje niektórych szkół stawiają warunki dzierżawcom działających na ich terenie sklepików. Trudno jest jednak skutecznie walczyć z prawami wolnego rynku i z przemożnymi wpływami reklamowymi. Jeżeli ulubionych chipsów i fanty nie będzie można kupić w szkole, to spragniony ich uczeń zawsze znajdzie czas na wyskoczenie do najbliższego sklepu, gdzie nabędzie je w dowolnym wyborze i ilości.

Z badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że już co czwarty krakowski uczeń ma kłopot z otyłością. Dlatego właśnie radny z tego miasta, Bartłomiej Garda z Platformy Obywatelskiej, przygotował projekt uchwały, ograniczającej ich dostęp do niezdrowego jedzenia. Gdyby lokalny samorząd podzielił jego zdanie, ze szkolnych sklepików zniknęłyby mało pożywne, a za to wysokokaloryczne produkty. Zamiast nich pojawiłyby się serki, jogurty z muesli, soki owocowe i warzywne, maślanka, kefir, kanapki z chudą wędliną, pieczonym mięsem, pastą rybną i jajeczną, świeże oraz suszone owoce, warzywa.

Ciekawy jestem, czy w Radzie Miasta Krakowa rozpęta się na ten temat polityczna dyskusja, czy też dojdzie raczej do rzeczowego consensusu dla dobra i zdrowia dzieci.

Jerzy Bukowski

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter