W miejscu, w którym przebywali premierzy kilku państw, czworo przedstawicieli ekologicznej organizacji “Greenpeace” przypięło się na linach do balkonów czteropiętrowego atrium i rozwiesiło ogromny transparent (20 metrów szerokości i 8 wysokości) z hasłem “Czas na solidarność w ratowaniu klimatu”.
Było to zdarzenie tak niespodziewane, że nie wszyscy fotoreporterzy zdołali uwiecznić je na zdjęciach. Ich zdumienie było jednak całkiem zrozumiałe, ponieważ coś takiego nie ma prawa wydarzyć się w obecności pilnie strzeżonych polityków. Odpowiedzialność za ten skandal ponoszą oczywiście polskie służby, bo to one były gospodarzem miejsca.
Łatwo można sobie wyobrazić, że zamiast ekologów z niegroźnym dla życia premierów transparentem z balkonu spuściliby się terroryści, uzbrojeni w pistolety maszynowe. Wystarczyłoby kilka sekund, aby w kilka państwach europejskich trzeba było ogłosić żałobę narodową, a ich parlamenty musiałyby wybrać nowych szefów rządów.
BOR cieszył się do tej pory dobrą opinią. Przytrafiały mu się oczywiście różne wpadki, ale to, co wydarzyło się w krakowskim hotelu trudno nazwać wypadkiem przy pracy – to była potworna kompromitacja, która musi stać się przedmiotem wewnętrznego dochodzenia. Jego szef powinien natomiast podać się natychmiast do dymisji, a funkcjonariusze bezpośrednio odpowiedzialni za to karygodne zaniedbanie stracić pracę.
Jerzy Bukowski











