Kiedy w końcu zasadził się wczesnym rankiem na sprytnego złodzieja, ten ujrzawszy go na straży dojnej muczki cichaczem zrejterował. Rolnik nie wie jednak do tej pory, kto pozbawił go kilkunastu litrów mleka, a co gorsze, jest pełen obaw, że taka sytuacja może się jeszcze powtórzyć. Przez ile dni można zaś z godnym lepszej sprawy poświęceniem pilnować o świcie własnej obory?
Na podobny, aczkolwiek wymagający o wiele więcej wysiłku pomysł wpadli inni złodzieje. Jednej lipcowej nocy sprzątnęli sporą część dorodnego zboża z cudzego pola. Pozostało po nich tylko ściernisko, na którym nie wyrosło jednak San Francisco. Musiała to być dobrze zorganizowana i bardzo fachowa grupa, ponieważ letnie noce są krótkie, a ogołocona z plonu powierzchnia była zaiste imponująca.
Ciekawe, jakie jeszcze pomysły przyjdą do głów ludziom, którzy znając specyfikę rolniczego trudu, podnoszą ręce na cudzą własność? Bo do romantycznej przeszłości odeszły już, niestety, czasy niewinnego podkradania przez dzieci jajek z kurnika sąsiada, czy otrząsania z owoców drzew w jego sadzie.
Jerzy Bukowski











