W obronie Batalionów Chłopskich i Władysława Broniewskiego

"Trzeba zawsze uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą" i "Nadgorliwość bywa gorsza od faszyzmu" - te dwa popularne przysłowia zawsze przychodzą mi na myśl, kiedy dowiaduję się, że w kolejnym mieście w słusznej sprawie dekomunizacji przestrzeni publicznej niektórzy politycy oraz urzędnicy przekraczają granice zdrowego rozsądku, a przy okazji wykazują się nieznajomością najnowszej historii Polski.

File5e40ac4024fdaauthor202002092005
Jerzy Bukowski
12 lutego, 2017
Post thumbnail default dark

Czytelnicy moich tekstów doskonale wiedzą, że wspieram każdą inicjatywę mającą na celu pozbycie się z polskich miast tych patronów ulic, placów, mostów i innych obiektów użyteczności publicznej, którzy jednoznacznie kojarzą się ze zdradą polskiej racji stanu dokonywaną w imię interesów Związku Sowieckiego. Czynię to od dawna, systematycznie, konsekwentnie, często w imieniu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, którego liczne apele do najwyższych władz Rzeczypospolitej Polskiej przyczyniły się do przyjęcia przez nasz parlament stosownej ustawy w tej materii.

Równie energicznie i stanowczo protestuję jednak, kiedy jacyś nadgorliwcy chcą posunąć się w walce z komunistycznymi reliktami “o jedną ulicę za daleko”. A z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia w Tarnowie, gdzie na fali usuwania niegodnych patronów postanowiono pozbyć się Batalionów Chłopskich i Władysława Broniewskiego.

Znakomicie zareagował na to prezydent miasta Roman Ciepiela, zapowiadając zorganizowanie prelekcji pt. “Bataliony Chłopskie w służbie Narodu” z obowiązkowym udziałem tych urzędników, którzy bez jego wiedzy i akceptacji sporządzili wykaz 14 wymagających dekomunizacji patronów ulic w mieście.

Jeżeli chodzi o Bataliony Chłopskie, to nikt znający choćby tylko pobieżnie historię Polskiego Państwa Podziemnego w okresie II wojny światowej, a zwłaszcza jego sił zbrojnych nie powinien mieć wątpliwości, że bardzo dobrze zasłużyły się one w walce o niepodległość ojczyzny, płacąc wysoką daninę krwi w obronie narodowych imponderabiliów. Tarnowscy urzędnicy, którzy najwidoczniej nie wiedzą, że BCh wchodziły w skład Armii Krajowej i zaliczyli je do podporządkowanej Kremlowi sowieckiej partyzantki chyba spędzili czas na wagarach, kiedy w szkole była lekcja na ten temat.

Być może źle uczono ich też o Władysławie Broniewskim, a na pewno nie zapoznali się dokładnie z jego życiorysem przed wpisaniem go na dekomunizacyjną listę. Owszem, został on skutecznie wykreowany przez reżim PRL na czołowego poetę epoki socrealizmu, ale nie przekreśla to jego wspaniałej twórczości (również państwowotwórczej) w okresie międzywojennym, ani udziału w Legionach Józefa Piłsudskiego, w wojnie z Sowietami w 1920 roku i w II Korpusie Polskich Sił Zbrojnych generała Władysława Andersa. Czy mamy go zapamiętać wyłącznie jako autora “Słowa o Stalinie” i innych rewolucyjnych utworów, zapominając o wspaniałych wierszach napisanych wcześniej oraz później? I czy powinniśmy puścić w niepamięć sposób, w jaki rozprawiła się z nim komunistyczna władza w ostatnich, dramatycznych z powodu alkoholowego nałogu latach jego życia?

Dobrze więc, że prezydent Roman Ciepiela wziął w obronę i Bataliony Chłopskie, i Władysława Broniewskiego.

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie na stronie internetowej Radia RMF FM.

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Post
Filter