Takie pytanie muszą sobie zadać posłowie pracujący nad projektem ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach oraz na zorganizowanych terenach narciarskich.
“- Z jednej strony grupy reprezentujące narciarzy i snowboardzistów uważają, że alkohol na stokach to zmora, z którą trzeba walczyć. Z drugiej są właściciele stoków, którzy boją się, że wprowadzenie rygorów spowoduje odpływ narciarzy na Słowację, gdzie limitów nie ma” – powiedział “Metru” Piotr van der Coghen, przewodniczący sejmowej podkomisji, pracującej nad projektem.
Większość Polaków jest zdecydowanie przeciwnych pijanym narciarzom i snowboardzistom, siejącym zgrozę na stokach. Wedle przeprowadzonych przez ABC Rynek i Opinia sondaży tylko 5 procent ankietowanych uważa za zbędne jakiekolwiek regulacje w tej materii, 8 proc. dopuszcza szusowanie przy zawartości 0, 5 promila (co odpowiada wypiciu półlitrowej butelki piwa), aż 73 proc. chciałoby natomiast górnej granicy na poziomie 0, 2 prom.
Według van der Coghena możliwy będzie kompromis, ale trudno jeszcze przesądzać, czy bliżej 0, 2, czy 0, 5 prom. On sam skłania się raczej ku tej drugiej liczbie.
Posłowie mają też pomysł, jak skutecznie egzekwować prawo, które uchwalą.
“- Chcemy, by pracownicy wyciągów stali przed wejściami na dolne stacje i zabraniali wjazdu w górę tym, co do których mają przypuszczenia, że są nietrzeźwi. Jeśli ktoś będzie się awanturował, pracownik zadzwoni po policję, która zbada delikwenta alkomatem” – wyjaśnił “Metru przewodniczący podkomisji.
Projekt ustawy ma być gotowy do końca marca, a jeśli proces legislacyjny przebiegnie sprawnie, nowe prawo mogłoby obowiązywać już od następnego sezonu narciarskiego.
Jerzy Bukowski
(220).jpg)












