Senacka ustawa imigracyjna cudem boskim nie jest. Wiele w niej niepotrzebnych barier i kosztów, dalszych wyrzeczeń. Ale mimo to, S. 744 osiągnęł swój podstawowy cel: legalizację milionów obcokrajowców, żyjących od lat w cieniu Stanów Zjednoczonych. Co istotne, cel ten został osiągnięty poprzez prawdziwy kompromis Demokratów i Republikanów, który wielu cyników takich jak ja, nie wierzyło że jest możliwy.
Cynicy będą mieli natomiast wiele do powiedzenia w kolejnej fazie kampanii o reformę imigracyjnej, czyli w magicznym świecie Izby Reprezentantów, gdzie logika, wiedza czy nawet chłopski rozum nie mieszkają od wielu lat. Kompromis jest tutaj postrzegany jako zdrada, a Jezus Chrystus, jako honorowy prezes “National Rifle Association” jest najlepszym doradcą. Inaczej mówiąc, witamy w Ciemnogrodzie!
W praktyce, oczekujemy na wyznaczone 10 lipca 2013 r., Zebranie Strategiczne Partii Republikańskiej, gdzie republikański “leadership”, ze Speakerem Boehnerem, jego zasptępcą, Eric’em Cantorem i b. kandydatem na urząd wiceprezydenta, Paulem Ryan’em na czele), wysłuchiwał będzie racji swoich członków i radził jak tu zrobić aby jednocześnie nie dopuścić do reformy imigracyjnej i zwalić winę na Demokratów. Jeśli nie uda im się ta trudna skądinąd sztuka, (bo społeczeństwo amerykańskie, a zwłaszcza Latynosi są już i tak nieco sceptyczni co do dobrej woli Republikanów), lub instynkt samozachowawczy wygra z naturalnym dla Republikanów rasizmem, to szansa na ustawę imigracyjną w tym roku jest jeszcze spora. Jeśli nie i Republikanie zdecydują się być od teraz mniejszościową partią, bez narodowych aspiracji, to reforma upadnie i nie podniesie się przez wiele lat.
Kolejne tygodnie przyniosą nam odpowiedź na te i inne jeszcze pytania. Ja nadal trwam na stanowisku obserwacyjnym, a tych którzy są zainteresowani moimi przemyśleniami “na żywo”, zapraszam na Twitter: @PJBlochEsq.












