W III i IV Rzeczypospolitej poprzeczka została znacznie podniesiona: wielu polskim wyższym szkołom zamarzyło się zostać uniwersytetami. Uczelnie o pięknej tradycji ubiegają się o zmianę nazwy, choćby była ona tak niepowtarzalna i charakterystyczna, jak Akademia Górniczo-Hutnicza (rywalizuje ona obecnie z Politechniką Krakowską o miano Uniwersytetu Technicznego).
Ostatnio zaszczyt uniwersytetyzacji spotkał krakowską Akademię Ekonomiczną, za moment podobną przemianę przejdzie Akademia Rolnicza, a w kolejce już ustawiła się tutejsza Akademia Pedagogiczna, ponieważ również spełnia ustawowe kryteria zmiany statusu. Mamy więc już pod Wawelem Uniwersytety Jagielloński i Ekonomiczny, a wkrótce pojawią się Techniczny oraz Pedagogiczny. Nie trzeba być prorokiem, aby przewidywać w następnej kolejności powstanie Uniwersytetów Teatralnego, Muzycznego i Sztuk Pięknych.
Zastanawiam się, czy jest to słuszna tendencja. Przecież akademia też brzmi pięknie i godnie, a wspomniana powyżej AE jeszcze kilkadziesiąt lat temu nazywała się Wyższą Szkołą Pedagogiczną, AR – Wyższą Szkołą Rolniczą, AP zaś – Wyższą Szkołą Pedagogiczną.
Jak tak dalej pójdzie, to będziemy mieli w Polsce niemal same uniwersytety, bo mało która państwowa wyższa uczelnia zechce pozostać przy mniej prestiżowej randze. Merytorycznie jest to zabieg bez znaczenia, gdyż, jak pisał William Szekspir w “Romeo i Julii”: “cóż nazwa znaczy? co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało.” Poziom kształcenia i pensje pracowników nie wzrosną od samej zmiany szyldu i pieczątek.
Rektorzy ubiegających się o miano uniwersytetu uczelni argumentują, że po uzyskaniu nowej nazwy będą grali w pierwszej lidze polskich wyższych szkół, co przełoży się również na sprawy finansowe. Jako pracownik naukowy UE w Krakowie z nadzieją oczekuję więc na tę podwyżkę, chociaż ciągle słyszę od władz mojej uczelni, że mamy bardzo duży deficyt i trzeba szukać oszczędności gdzie się tylko da, także w sferze osobowego funduszu płac. Może teraz – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – coś zmieni się jednak (wraz z nową nazwą) na lepsze?
Gdybym pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim (zwanym też dawniej – z dumą – Akademią Krakowską), nie byłbym jednak raczej zbyt zachwycony, że to najszlachetniejsze a więc wyjątkowe miano zyskują coraz nowe wyższe szkoły, kształcące studentów i prowadzące badania naukowe w ściśle określonych specjalnościach zawodowych.
Podobny system obowiązuje w różnych krajach europejskich, np. we Francji, gdzie paryskie uniwersytety są po prostu ponumerowane. Nasza tradycja jest jednak bliższa niemieckiej, a w tej nie ma specjalnych różnic pomiędzy uniwersytetem a akademią. Dlatego właśnie rywalizacja wyższych szkół o jak najszybsze przekształcenie się w uniwersytety budzi u mnie mieszane uczucia.
Jerzy Bukowski
(Magazyn Centrum)











