Po 1989 roku rozegrała się prawdziwa rewolucja w tej dziedzinie. W wielu miastach powrócili przedwojenni patroni, a zamiast komunistycznych herosów (często zbrodniarzy, mających krew Polaków na rękach) i realizujących sowiecką rację stanu organizacji pojawili się ludzie oraz instytucje z “zupełnie innej bajki”.
Kontrowersje nie ustają, dyskusje są niekiedy ostre, z apelem o definitywne pozbycie się wylansowanych przez władze PRL pseudobohaterów z planów polskich miast wystąpił do lokalnych samorządów Instytut Pamięci Narodowej, obiecując pomoc w uświadomieniu mieszkańców danej ulicy czy placu, dlaczego należy zmienić jej (jego) patrona.
Chcąc uniknąć jakichkolwiek problemów w tej konfliktorodnej materii, w Koninie uchwalono, że jedna z ulic będzie nosić nazwę… Bez nazwy. Dzięki tak salomonowej decyzji radnych nikt nie będzie miał pretensji, że jej patron jest niegodny. Mieszkańcy Konina zastanawiają się, czy nie można by pójść dalej i wymyślić podobnych nazw, np. Bezimienna, Nie wiadomo czyja, Neutralna, Anonimowa, itp.
W wielu miastach Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej dawno już poradzono sobie z tym problemem, numerując wiele ulic i alei. W Polsce taki pomysł zapewne by się nie przyjął i stąd może koniński eksperyment.
Jerzy Bukowski












