Górale podzielili się w ocenie tego wyroku. Jedni uważają, że za handlowanie bez zezwolenia i w dodatku fałszywkami (kobieta sprzedawała wyrabiane przez siebie samą serki z krowiego, a nie z owczego mleka) należą się kary, inni bronią zarabiających w ten sposób na życie ubogich mieszkańców Podtatrza.
Pierwsi pochwalają zdecydowane działania władz, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, uniemożliwiających psucie dobrej opinii uczciwym gazdom, którzy posiadają nie tylko zezwolenie na handel, ale także unijne certyfikaty na produkcję i sprzedaż oscypków. Od kiedy ten sztandarowy podhalański smakołyk znalazł się na liście chronionych prawem Unii Europejskiej produktów żywnościowych, nie mogą ich oferować nabywcom wszyscy, ale jedynie osoby posiadające odpowiednie zaświadczenie. Chcąc ominą te przepisy, wielu baców sprzedaje podrabiane oscypki pod nieco zmienionymi nazwami, jak np. cypki, czy scypki.
Drudzy litują się nad biedną gaździną, która ma na utrzymaniu siedmioro dzieci. Twierdzą, że lepiej pokątnie handlować, aniżeli kraść, zwłaszcza że nikomu nie robi się w ten sposób krzywdy. Podkreślają, ze za spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym dostaje się często wyrok w zawieszeniu, a w tym przypadku skazana musi albo uiścić zasądzoną kwotę, albo stawić się w zakładzie karnym.
Ukarana kobieta postanowiła sprzedać cielaka i zapłacić grzywnę, aby uniknąć pójścia do więzienia. Jest jednak rozżalona, że trafiło akurat na nią, bo powszechnie przecież wiadomo, że na Krupówkach większość sprzedawców handluje nielegalnie. Straż Miejska, która skierowała jej sprawę do sądu odpowiada na ten zarzut, że od początku roku podobnie potraktowała 60 osób, których procesy są w toku lub wkrótce się rozpoczną. Nakładanie mandatów nie daje bowiem żadnych rezultatów.
Jerzy Bukowski











