Faktycznie, zarządzane do tej pory referenda rzadko miały wiążącą moc (zaledwie 56 na 400) z powodu niskiej frekwencji. Zdarzało się, że mieszkańców gmin, na których terenie je organizowano, zniechęcały (a przynajmniej nie zachęcały) do udziału w nich same władze, zainteresowane nieprzekroczeniem progu wyborczego, co gwarantowało im dalsze pełnienie funkcji.
Dobrze więc, że próg ten został obniżony i rozsądnie powiązany z frekwencją w ostatnich wyborach samorządowych (ma stanowić minimum 3/5 głosujących w nich). Była to bardzo mądra i zgodna z duchem demokracji decyzja, premiująca ludzi wykazujących troskę o przyszłość swoich małych ojczyzn.
Prawo do osądzania władz powinni mieć bowiem przede wszystkim ci, którzy je wcześniej wybierali. I to właśnie ich premiują nowe zasady urządzania referendum. Nieobecni z własnej woli w życiu publicznym obywatele nie powinni natomiast blokować swoją gnuśnością żadnych demokratycznych inicjatyw.
Jerzy Bukowski











