W tej sprawie zdecydowanie wypowiedział się premier Donald Tusk, udzielając publicznie niebywale ostrej reprymendy swojej podwładnej. Najpierw zapewnił, że dopóki rządzi, dopóty wolność nauki nie zostanie zagrożona, a na sobotnim posiedzeniu Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej jednoznacznie stwierdził, iż “polski rząd nie będzie nadzorował prac magisterskich”.
Na konferencji prasowej we Wrocławiu wyjaśnił, że decyzja o kontroli była “autorskim pomysłem pani minister”, którego on nie zaakceptował i w związku z tym zwrócił się do niej “z kategorycznym oczekiwaniem” wycofania się z owego pomysłu.
– Bywa czasami, że jak na zło chcemy zareagować nadgorliwością, niektórzy urzędnicy błądzą i to był błąd. Dobrze, że pani minister skorzystała z mojej propozycji i szybko się z tego błędu wycofała – powiedział.
Chcąc wyjść z twarzą z trudnej dla siebie sytuacji, Kudrycka poinformowała media, iż w związku z działaniami naprawczymi, podjętymi przez UJ ma nadzieję, że dylemat między wolnością a rzetelnością badań naukowych zostanie przez tę uczelnię autonomicznie rozwiązany. Zapowiedziała rychłe skierowanie prośby do przewodniczącego PKA o odstąpienie od rozpoznania jej poprzedniego wniosku, ponieważ “autonomia uczelni i swoboda badań naukowych jest nadrzędną wartością”.
Trzeba przyznać, że już dawno żadna decyzja członka rządu Tuska nie spotkała się z tak wielką falą społecznych protestów, jak wycofany w końcu przez Kudrycką wniosek o kontrolę najstarszej polskiej uczelni w związku z wątpliwościami co do jednej pracay magisterskiej. Internet i prasa przyniosły ogromną liczbę listów otwartych i apeli, w których zwracano uwagę na bezprecedensowy po 1989 roku zamach władzy na autonomię szkolnictwa wyższego.
Ponieważ gabinet Tuska bardzo uważnie śledzi reakcje opinii publicznej na każdą swoją decyzję i stara się natychmiast uwzględniać wyniki wszelkich sondaży, można było oczekiwać zajęcia takiego właśnie stanowiska przez premiera, chociaż wiele osób zaszokowała niezwykle ostra forma jego sobotnich wypowiedzi.
Ciekawe, czy zapowiedziane przezeń, a również ostro oprotestowane przez szereg środowisk (nie tylko z kręgów Prawa i Sprawiedliwości), zmiany w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej doczekają się w tej sytuacji skierowania na ścieżkę legislacyjną. Premier ma tutaj większy problem niż z niedoszłą kontrolą UJ, bo to on sam, a nie któryś z jego ministrów legitymizuje swoim nazwiskiem chęć ingerencji w działalność IPN, a w dodatku czuje poważny opór we własnej partii, publicznie wyrażony m.in. przez szefa resortu sprawiedliwości Andrzeja Czumę oraz posłów Jarosława Gowina i Antoniego Mężydłę.
Jerzy Bukowski











