Święto Wedla

Przed nami ważny dawniej dzień: 22 lipca. W tym roku wypada w niedzielę i tylko dlatego zaznaczony został w kalendarzu na czerwono. Inaczej jednak drzewiej bywało.

Glos polonii w usa
Głos Polonii w USA
21 lipca, 2007
Post thumbnail default dark

Za czasów PRL mówiło się – oczywiście tylko w zaufanym gronie – o największym święcie komunistycznego państwa (młodszym użytkownikom portalu poland.us przypomnę, że była to rocznica powstania Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, czyli grupy zdrajców, która z mandatu Stalina przejmował od 1944 r. władzę w Polsce): 22 Lipca, dawny E. Wedel. Słynny zakład cukierniczy został bowiem po II wojnie światowej ochrzczony na nowo na cześć wydarzenia, którego kolejne rocznice z przymusu obchodziliśmy w każdym zakątku PRL. Stąd prześmiewcze określenie “święto Wedla”.

Skoro władza skrzętnie dbała o to, by obywatele tłumnie gromadzili się każdego 22 lipca na manifestacjach, pochodach, defiladach, festynach (z tej okazji rzucano na rynek nieco delikatesowych produktów żywnościowych i przemysłowych), to nie inaczej musiało być na obozach harcerskich, których połowa odbywała się właśnie w lipcu.

Pozwolę sobie przywołać jedno takie wspomnienie z drugiej połowy lat 80. Prowadziłem wtedy obóz krakowskiego szczepu ZHP “Żurawie” na jeziorem Dłużek obok Czarnego Pieca. Pewnego dnia zostałem wezwany – wraz z komendantami wszystkich obozów i kolonii z okolicy – do Jedwabna. Naczelnik gminy postanowił wspólnie z nami przygotować wielką fetę z okazji 22 Lipca. Znając moje poglądy (dwukrotnie byłem już wcześniej “wizytowany” podczas trwania tego obozu przez smutnych panów z olsztyńskiej Służby Bezpieczeństwa, działających pod przykrywką Sanepidu bądź kuratorium), od razu zapytał, czy znane z niezbyt – mówiąc delikatnie – entuzjastycznego stosunku do władzy ludowej “Żurawie” wezmą udział w planowanej przez niego paradzie na rynku.

Odpowiedziałem mu, że doceniam jego wszechstronną wiedzę o mojej osobie, jaka dotarła – bynajmniej nie oświatowym kanałem – do Jedwabna. Ale skoro już ją posiadł, to niewątpliwie wie, że ma do czynienia z ideowym piłsudczykiem. Wiedział. Po wysłuchaniu jego krótkiej, a treściwej wypowiedzi na temat tego, co myśli o władzach w Krakowie, które komuś takiemu jak ja pozwalają prowadzić pracę wychowawczą z młodzieżą, odezwałem się w te oto słowa:

– Panie Naczelniku, ja jestem nie tylko piłsudczykiem, ale także filozofem, a więc człowiekiem umiejącym używać rozumu i dalekim od wszelkiego fanatyzmu. Dlatego też dziwię się, że proponuje mi Pan, abym czcił ważną, ale jednak drugorzędną datę z życiorysu Józefa Piłsudskiego. Zaaresztowanie go przez Niemców 22 lipca 1917 roku i wywiezienie później do Magdeburga nie jest przecież na tyle istotnym faktem historycznym, żeby urządzać z tego powodu defiladę młodzieży w Pańskiej wzorowej gminie.

Naczelnik spurpurowiał i poderwał się z miejsca. Już nie mówił, tylko krzyczał:

– To panu data 22 lipca tylko z tym się kojarzy?

Zachowując stoicki spokój, odparłem:

– Oczywiście, że nie. Ale chyba – znając moje zapatrywania – nie sądzi Pan, że miałbym angażować porządnie, w patriotycznym duchu wychowaną przeze mnie młodzież harcerską, do czczenia jednej z najbardziej wstydliwych rocznic w naszych najnowszych dziejach, kiedy grupa uzurpatorów postanowiła przejąć władzę w Polsce, pomimo funkcjonowania legalnego i uznawanego przez większość państw koalicji antyhitlerowskiej rządu Rzeczypospolitej na Uchodźstwie.

Kiedy chciałem zaczerpnąć oddechu, by kontynuować historyczny wywód na oczach przerażonych komendantów innych obozów i kolonii (większość z nadania PZPR), głos zabrał nie przedstawiony nam wcześniej mężczyzna, siedzący obok Naczelnika;

– Panie Bukowski, wystarczy. Mam nadzieję, że jest to ostatni obóz harcerski, jaki Pan prowadzi. Znajdziemy sposób, żeby przekonać kogo trzeba w Krakowie do pozbawienia Pana możliwości dalszego demoralizowania młodzieży. Może Pan już iść, a “Żurawie” nie muszą uczestniczyć w gminnych obchodach największego święta naszej socjalistycznej ojczyzny.

Cóż miałem zrobić na takie dictum. Grzecznie zasalutowałem i wyszedłem.

Tajemniczy uczestnik narady rzeczywiście znalazł drogę do moich krakowskich przełożonych. Parę tygodni po powrocie z obozu Komisja Instruktorka Hufca Kraków-Krowodrza (do którego należaly ‘Żurawie”) rozpoczęła przeciwko mnie formalne postępowanie “w związku z niepodjęciem tematyki 22 Lipca” oraz publikacjami o krajowym harcerstwie, zamieszczanymi w londyńskim “Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”. Mimo życzliwości jej członków, zostałem (na skutek odgórnych nacisków, idących bynajmniej nie po linii harcerskiej) odsunięty od bezpośredniej pracy wychowawczej z młodzieżą, co nie było dla mnie jednak specjalnie dotkliwą karą, bo właśnie przekazałem szczep swojemu następcy.

Takie jest moje najciekawsze wspomnienie o “święcie Wedla”.

Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Głos Polonii w USA – Beata

Głos Polonii w USA

New York, NY
  • Zweryfikowany
  • EN
    EN
  • PL
    PL
Profil firmy
Post
Filter