Środa, 20 lutego 2019    Anety, Lecha, Leona  
 
 
 
TROCHĘ HISTORII - History Lessons

Koło historii Waldemar Piasecki


01-18-2019
ostatnia aktualizacja 01-19-2019, 07:52

Nie wiadomo z jakiego powodu, polskie media nie piszą, że mord na Pawłe Adamowiczu, prezydencie Gdańska wcale nie jest pierwszym w historii RP, gdzie od noża ginie ojciec wielkiego miasta. Coś takiego już przerabialiśmy w 1927 roku w Łodzi, gdzie w niemal identyczny sposób pozbawiony został życia niezwykle popularny w Polsce, łódzki prezydent Marian Cynarski. Obu swoim zabójcom i ich rodzinom obaj prezydenci wcześniej pomagali w sytuacjach życiowych. Dla obu stali się tak bardzo nie do zniesienia, że trzeba było ich zabić. Sami to wymyślili, czy ktoś im pomógł?



Paweł Adamowicz i Marian Cynarski zamordowani prezydenci Gdańska i Łodzi. Foto: Wikipedia (oba zdjęcia)Paweł Adamowicz i Marian Cynarski zamordowani prezydenci Gdańska i Łodzi. Foto: Wikipedia (oba zdjęcia)


Oto fragment pierwszego tomu "Madagaskar" trylogii biograficznej "Jan Karski. Jedno życie" mego autorstwa. Foto: Wydawnictwo Insignis

* * *

Marian Cynarski był warszawskim sędzią. Po aplikacji pracował w Żyrardowie i Petersburgu. Po odzyskaniu niepodległości wrócił do Polski. Poznał Józefa Piłsudskiego, a ten skierował go do Łodzi, aby „pilnował prawa”. Tam dał się poznać jako sędzia i kierując Sądem Okręgowym oraz na wielu innych polach aktywności publicznej. W 1923 roku, w wieku 43 lat został prezydentem miasta. Za jego kadencji rozbudowano miejską służbę zdrowia, wprowadzając m.in. samochody na wyposażenie pogotowia ratunkowego, rozpoczęto budowę parku ludowego, otwarto Galerię Miejską i Miejski Kinematograf Oświatowy, ustanowiono Nagrodę Literacką Miasta Łodzi. Uczył prawa, historii Polski, logiki i psychologii w łódzkim gimnazjum żeńskim. 

Dla Janka najważniejsze jednak było to, że Cynarski miał... córkę Irenkę, najstarszą z trojga rodzeństwa, rówieśnicę młodego Kozielewskiego. Jej urok opanował go od pierwszego wejrzenia.

Wspominał:

- Poznałem ją w 1926 roku na festynie miejskim z okazji... amerykańskiego Dnia Niepodległości, 4 Lipca, obchodzonego niezwykle hucznie, bo w 150 rocznicę  wyzwolenie się Amerykanów  od Wielkiej Brytanii.  Poszedłem razem z bratem.  Był tam także prezydent z córką. Panowie znali się i wdali w rozmowę o Ameryce, a my o szkole. Marian dał mi złotówkę i powiedział, aby postawić pannie loda.

Potem widywałem ją w naszym kościele Podwyższenia Świętego Krzyża. Ja miałem do niego trzy przecznice w jedną stronę, ona dwie - w drugą. Cynarscy mieszkali przy ulicy Andrzeja 4,  pomiędzy Piotrkowską, a Kościuszki.  Ganiałem tam i wystawałem naprzeciw jej okna. Czasem wychodziła niby-to zrobić jakieś zakupy. Mogliśmy wtedy porozmawiać tyle ile trwała droga do sklepu i z powrotem.  Zawsze  pilnie przygotowywałem się do rozmowy i starałem czymś zaimponować.  Częstowałem ją z blaszanek pudełka landrynkami Fuchsa, uważanymi za najlepsze w Polsce. Zawsze wybierała te w kolorze malinowym.  Fascynowała mnie bardzo.

W przededniu Wielkanocy 1927 roku, jej ojciec,  został zasztyletowany przed drzwiami  mieszkania przez bezrobotnego brukarza Walszczyka, któremu kiedyś pomógł i jego lokalnego lumpa Rydzewskiego. Pierwszy dostał karę śmierci, drugi – dożywocie.  Po prezydencie płakało całe miasto. Ja też...                   

Bałem się jednak w jakikolwiek sposób spróbować wyrazić współczycie Irence. Na pogrzeb poszedłem taka jak cała Łódź.  Przyjechał  Marian w galowym mundurze,   z medalami, przy szabli...

Jakiś czas potem Jankowi udało się  krótko porozmawiać z dziewczyną w kościele. „Wyjeżdżamy do Żyrardowa. Łódź to straszne miasto...” - powiedziała. To było ich ostatnie spotkanie.

Wkrótce Stefania Cynarska z dziećmi Irenką, Staszkiem i Jadzią  przeniosła się do Żyrardowa, z którego się wywodziła,  a gdzie jej ojciec,  Władysław Biernacki,  przez lata był naczelnikiem poczty, postacią powszechniew mieście szanowaną.

Jankowi wspomnienie pozostało na zawsze. Pudełko po landrynkach towarzyszyło mu, aż do września 1939 roku. Trzymał w nim rozmaite sentymentalne drobiazgi. Przede wszystkim monety z różnych krajów.

* * *

Tyle fragment.

Wcześniej  Janek Kozielewski przeżywał, jako ośmiolatek, „braterski” mord na prezydencie Polski Gabrielu Narutowiczu dokonany przez Eligiusza Niewiadomskiego,  narodowca z misją Polski dla Polaków i przez Polaków.  Narutowicz nie pasował Niewiadomskiemu, bo  został wybrany przez parlament Rzeczypospolitej między innymi głosami mniejszości narodowych.

Święte oburzenie po wyborze wyrażała wielka część polskiej parsy, w tym endek Stanisław Stroński, który publikował żarliwy paszkwil „Usunąć zawadę”.  Zawadzał Narutowicz. Kiedy „zawada” została usunięta strzałami z browninga,  a Polska kipiała z oburzeniaa, Stroński publikował następny artykuł „Ciszej nad tą trumną”. Piłsudski nazywał go „zaplutym karłem reakcji”.

Paradoksalnie powojenna ekipa nadana z Moskwy tym samym określeniem określała żołnierzy Armi Krajowej. 

Po bezkrwawej rewolucji Solidarności, jak nazywał Jan Karski przemiany w Polsce po 1989 roku, za ich główny sukces uznawał, że  skoro nie polała się krew wytoczona przez jednych Polaków – innym, niemożliwe będzie odtworzenie przedwojenego klimatu permanentnej wojny politycznej niosącej również mordy polityczne. Karski uważał, że  w jego ojczyźnie zabijanie osób publicznych nie będzie już możliwe. Bo solidarność, i ta przez duże i przez małe „s” na to nie pozwoli.

Z pytaniem czy się pomylił pozostawiam wszystkich, którzy doczytali ten tekst do końca.

 
  
 
 

Pozostałe artykuły TROCHĘ HISTORII
 
 
REKLAMA · ADVERTISING · KATALOG FIRM (POLISH PAGES) · OGŁOSZENIA BEZPŁATNE · KALENDARZ IMPREZ
POLSKA · USA · SWIAT · POLONIA · IMIGRACYJA · ZDROWIE · WHO IS WHO · PRAWO I FINANSE · FOTOREPORTAŻE · TROCHĘ HISTORII · GRY
REGULAMIN · OCHRONA PRYWATNOŚCI · O NAS · KONTAKT · AGENCJA REKLAMOWA USA · STRONY INTERNETOWE DLA BIZNESU