Wyprodukowane pięć lat temu urządzenie do opalania próbowano spieniężyć na aukcji, ustalając cenę wywoławczą na 2 tysiące złotych. Ponieważ nie znaleziono żadnego chętnego, obniżono ją o 400 złotych i dopiero wtedy zgłosił się jeden oferent: sejmowe solarium nabył prywatny przedsiębiorca.
Dlaczego jestem zaskoczony? Bo przecież z tego urządzenia regularnie korzystał m.in. (podobno nawet głównie) były wicepremier i wicemarszałek Sejmu Andrzej Lepper, którego opalenizna była tematem wielu komentarzy oraz anegdot jak Polska długa i szeroka. Nazywano go z tego powodu pierwszym mulatem IV RP. I na taki kultowy przedmiot długo nie można było znaleźć nabywcy!
Inaczej jest na Zachodzie. Tam używane wcześniej przez sławne osobistości życia publicznego urządzenia, domy, samochody, a nawet części garderoby są wprost rozchwytywane przez ich fanatycznych wielbicieli. Dotyczy to zarówno żyjących, jak i zmarłych celebrytów. Ceny za takie przedmioty często szybują na niebotyczne wysokości.
A u nas trudno było sprzedać solarium, w którym nabierał sił do pracy dla dobra ojczyzny szef Samoobrony. No cóż, jak widać na tym przykładzie, jesteśmy jednak jeszcze daleko w tyle za światem postępu.
Jerzy Bukowski











