Andrzejowi Czumie przydarzyło się w trakcie niedługiego pełnienia wysokiego urzędu tyle różnych gaf, że inny minister dawno zostałby już usunięty z rządu dla poprawy jego wizerunku i w zgodzie z elementarnymi standardami uprawiania polityki.
Rozumiem, że Czuma za wszelką cenę chce zasłużyć się w oczach kierownictwa Platformy Obywatelskiej, bezkompromisowo walcząc z Prawem i Sprawiedliwością. Co uchodzi jednak – chociaż może budzić niesmak – prominentnym posłom PO (Stefanowi Niesiołowskiemu, Januszowi Palikotowi, Sebastianowi Karpiniukowi i innym “fighterom”), dyskredytuje szefa resortu, mającego w nazwie sprawiedliwość. W tym samym wywiadzie z góry uniewinnił on też zamieszanych w aferę hazardową polityków Platformy.
Ponieważ Czuma nie zdobył się do tej pory na przeprosiny, mam prawo oczekiwać, że Donald Tusk w najbliższych dniach wyciągnie w stosunku do niego surowe konsekwencje. Skoro przyszedł czas na porządkowanie szeregów PO, musi ono objąć również niefrasobliwie przekraczającego wszelkie dopuszczalne na tym stanowisku granice werbalnej agresji ministra sprawiedliwości.
Jerzy Bukowski











