Wiceprezydent Nowego Sącza Jerzy Gwiżdż uznał, że podobnym zainteresowaniem będzie się cieszył rodzimy rycerz zakuty w zbroję od stóp do głowy z wyjątkiem jednej, dość wyraziście odtworzonej (chociaż bynajmniej nie imponującej wielkością) i uchwyconej podczas wykonywania ważnej czynności fizjologicznej części ciała.
Pomysł jest połączeniem fascynacji wiceprezydenta Gwiżdża brukselskim pierwowzorem oraz miejscowej legendy o źródełku wypływającym spod nowosądeckiego zamku, które w czasach średniowiecza przyciągało liczne wiedźmy i czarownice, wabiące swym śpiewem dzielnych, lecz czułych na niewieście powaby rycerzy. Większość z nich ulegała pokusie i znikała na zawsze w okolicach fatalnego źródła, ale jeden wpadł na z gruntu chrześcijański pomysł pokonania diabelskich czarów: wrzucił o północy różaniec do wody i definitywnie położył kres niecnym zabawom upiornych kobiet.
Tak jak Manneken Pis, również nowosądecki siusiający rycerz pełni zarazem rolę fontanny. Oryginalne źródło tryska bowiem spod postaci rycerza, a woda leje się z wiadomej części jego ciała. Niestety, jest ona niezdatna do picia. Wiceprezydent Gwiżdż podkreśla, że ma to być miejsce wesołe, skłaniające do żartów, a nie do powagi. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie każdemu może się to podobać.
I rzeczywiście, ledwo figurka stanęła pod zamkiem, podzieliła mieszkańców Nowego Sącza. Część z nich zgadza się z argumentacją pomysłodawcy, nie brakuje jednak również zażartych przeciwników określanej jako obsceniczna i kompromitująca miasto, a zwłaszcza jego władze rzeźby. Emocje są spore, nie dziwię się więc włodarzom Nowego Sącza, że zamontowali na szczycie jednej z zamkowych baszt kamerę, monitorującą otoczenie siusiającego rycerza. Trudno bowiem wykluczyć, że prędzej czy poźniej znajdzie się ktoś gotowy pozbawić go budzącej kontrowersje części ciała.
Jerzy Bukowski













