To, co sądzę o człowieku, który całe swoje życie poświęcił utrwalaniu w Polsce sowieckiej władzy, a więc był zdrajcą własnego narodu, obszernie napisałem w zamieszczonym w portalu poland.us 14 listopada tekście pt. “Inteligentny wróg niepodległej Polski”.
Będąc nieprzyjemnie zaskoczony hołdem, jaki złożył komunistycznemu aparatczykowi nasz Sejm, udzieliłem na ten temat – jako rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie – wywiadu “Naszemu Dziennikowi” (ukazał się w numerze z 20 listopada, razem z podobną w duchu wypowiedzią senatora Prawa i Sprawiedliwości Piotra Łukasza Andrzejewskiego). Powiedziałem w nim, co następuje:
Rozumiem, że były wicepremier rządu PRL i I sekretarz KC PZPR jest godny szacunku dla środowisk, które realizowały w naszym kraju moskiewską rację stanu i były dumne z pełnienia roli kremlowskich namiestników nad Wisłą. Parlament wolnego państwa powinien być jednak bardziej ostrożny w szafowaniu minutą ciszy. Kiedyś odmówił jej jednemu z największych bohaterów najnowszej historii, śp. pułkownikowi Ryszardowi Kuklińskiemu, a teraz godzi się na hołd dla ewidentnego wroga Polski.
Tak właśnie mści się do dzisiaj taktyka “grubej kreski” i pożałowania godne zamazywanie moralnych, historycznych oraz politycznych różnic, sprzyjające wyłącznie wybielaniu zdrajców Polski, którymi byli wszyscy komuniści, zarówno “dogmatyczni”, jak i “postępowi”. Rakowski podobno należał do tej drugiej grupy, chociaż szereg jego zachowań zadawało kłam tej opinii.
Warto też przypomnieć, że zaledwie kilka miesięcy temu marszałek Sejmu RP z Platformy Obywatelskiej Bronisław Komorowski odmówił prośbie posłów PiS, aby uczcić minutą ciszy pamięć zmarłego w trakcie obecnej kadencji senatora ich klubu – dawniej aktywnego członka i parlamentarzysty Konfederacji Polski Niepodległej – Andrzeja Mazurkiewicza.
Wiem, że majestat śmierci każdego człowieka wymaga proporcjonalnego dla jego zasług szacunku. W jednych przypadkach należy go zademonstrować publicznie, w innych tylko prywatnie, w gronie rodziny i przyjaciół, ewentualnie wśród podobnie myślących osób.
Niekoniecznie trzeba go więc okazywać w Sejmie wolnej Polski człowiekowi, którego życiową misją była walka przeciw ludziom, domagającym się jej niepodległości, podczas gdy odmawia się tego szczególnego prawa osobom autentycznie zaangażowanym w pracę na rzecz owej idei.
Jerzy Bukowski











