Wizyta ta ponad wszelką wątpliwość będzie owocna, bo czakramy cywilizacji przeciwchrześcijańskiej faktycznie zmagazynowane zostały dzisiaj w tym ongiś wzorcowo katolickim kraju, a “osiągnięcia” hiszpańskiej małpy z brzytwą na urzędzie presidente del gobierno w wojnie z normalnością są nie do podważenia.
Obwieszczając swoją i swoich komilitonów vuelta a España towarzysz gensek Napieralski podkreślił, że udają się oni po naukę do najbardziej (pod względem skuteczności walki z Kościołem) “rozwiniętej demokracji”. Trudno zaprzeczyć trafności tego sformułowania. Bardziej rozwiniętej demokracji – tak rozwiniętej, jak mogą być tylko jelita w rozbebeszonej jamie brzusznej – niepodobna już sobie wyobrazić tu, na tym padole. Jest atoli jeszcze bardziej rozwinięta demokracja, tyle że w zaświatach, to znaczy w Piekle. Jeśli poetycka topografia Piekła w Boskiej komedii Dantego jest ścisła, to można nawet ze sporą dozą prawdopodobieństwa zidentyfikować poszczególne segmenty tej demokracji i ich lokatorów.
“Gwałtownicy wobec Boga”, czyli bluźniercy oraz “gwałtownicy wobec natury”, czyli sodomici, ponoszą karę w siódmym kręgu piekielnym, sieczeni ognistym deszczem na pustyni. Fałszywi doradcy zaś i szerzyciele religijnych waśni – jak Zapatero – mają swój demokratyczny departament aż w ósmym kręgu piekielnym, czyli w Złych Dołach, prażeni nieustającym płomieniem i rozrywani kłami Cerbera: “Jak beczka, w której brak jest jednej żerdzi, / tak otwierała się mara rozryta / od samej brody po to, czym się pierdzi: / między nogami wisiały jelita / z sercem, płucami i tym smutnym worem, / gdzie w gówno zmienia się strawa spożyta” (Piekło, Pieśń dwudziesta ósma, w. 22-27, przeł. Agnieszka Kuciak).
Moja nazbyt uboga wiedza teologiczna nie pozwala mi jednak ustalić, w którym kręgu Piekła rozwijać się będą demokratycznie ci, którzy udają się po naukę do fałszywych doradców i podżegaczy do religijnej niezgody. Lecz, że w którymś mają wygotowane miejsce, to rzecz bezsporna.
Jacek Bartyzel













