Zdarza się jednak, iż wizyta w urzędzie przynosi miłe rozczarowanie i to z powodu trwającego w nim… strajku. Wbrew pozorom nie oznacza on bowiem zamknięcia okienek przed petentami lub znacznego spowolnienia wykonywania czynności służbowych. Wręcz przeciwnie, każdy przychodzący tam obywatel jest traktowany nader sympatycznie i wcale nie śpieszy mu się do wyjścia.
Taka sytuacja panuje od kilku dni w Urzędzie Wojewódzkim w Łodzi. Domagający się podwyżek pensji urzędnicy postanowili bowiem zademonstrować swoje niezadowolenie w nietypowy sposób; przychodzą do pracy w swobodnych, by nie powiedzieć, że niedbałych strojach. Nieogoleni mężczyźni noszą podkoszulki, szorty i klapki zamiast garniturów, krawatów oraz eleganckich półbutów, kobiety przyciągają zaś wzrok dużymi dekoltami i minispódniczkami.
Zdecydowana większość petentów obojga płci jest zachwycona tą formą domagania się większych poborów. Paniom podobają się przystojni urzędnicy z kilkudniowym zarostem, panowie nie mogą oderwać wzroku od ich uroczych koleżanek, hojnie obdarzających interesantów widokiem swoich wdzięków.
Nie wiem, jak długo jeszcze potrwa ten nietypowy strajk, ale bynajmniej nie wywołuje on protestów i niezadowolenia wśród mieszkańców Łodzi.
Jerzy Bukowski












