Represje i przesiedlenia, jakie spadły na polskich Ukraińców w 1947 roku nie przynoszą chluby organizatorom akcji “Wisła”. Warto jednak pamiętać, że była ona reakcją na zbrodnie, popełniane przez nacjonalistów spod znaku OUN-UPA. A te przyniosły Polakom o wiele więcej krwawych ofiar, aniżeli skutki wysiedleń ludności ukraińskiej.
Apel Kongresu z pewnością ożywi dyskusję nad krwawą historią stosunków między naszymi narodami. Nie mam nic przeciw dążeniu do ustalenia prawdy o nich, ale trochę dziwię się, że to właśnie Ukraińcy chcą ją wywoływać. Mając na sumieniu potworne zbrodnie, dokonane na Polakach podczas spełniających wszelkie kryteria ludobójstwa rzezi wołyńskiej, byłbym ostrożniejszy w wysuwaniu i nagłaśnianiu na cały świat żądań finansowych. A określanie akcji “Wisła” jako największej tragedii, “jaka spotkała naród ukraiński od czasu Wielkiego Głodu w latach 1932-1933 oraz strasznych cierpień epoki II wojny światowej” wydaje się całkowitym nieporozumieniem i historycznym fałszem.
Polacy nigdy nie domagali się od niepodległej Ukrainy wypłacenia odszkodowań za wymierne straty, poniesione w okresie wojny i lat powojennych z rąk partyzantów UON-UPA, chociaż były to działania podejmowane w imieniu państwa i narodu, a nie narzuconego siłą ustroju. Akcję “Wisła” organizowali natomiast ludzie realizujący nie polską, lecz sowiecką rację stanu. Mimo to nie mieliśmy żadnych problemów z przeproszeniem za jej przebieg i skutki, gdy tylko odzyskaliśmy suwerenny byt państwowy.
Z zainteresowaniem będę czekał na to, jak potraktują ów apel władze Ukrainy, do których jego autorzy zwrócili się z prośbą, by uczynił z ich postulatów “istotną część stosunków ukraińsko-polskich”. Gdyby to życzenie zostało spełnione, przyszłość relacji między naszymi krajami nie wyglądałaby zbyt optymistytcznie.
Jerzy Bukowski
Magazyn “Centrum”












