Dlatego nie podobał mi się sposób, w jaki Lech Kaczyński wręczał Donaldowi Tuskowi nominację na premiera rządu, czemu dałem zresztą wyraz w zamieszczonym 12 listopada w portalu poland.us artykule pt. “Prezydencki niesmak”. Podobnie negatywnie oceniam spektakularną nieobecność głowy państwa podczas wygłaszania sejmowego expose przez nowego prezesa Rady Ministrów.
Jestem przekonany, że przy dobrej woli obu panów dałoby się znaleźć taki termin prezentacji rządowego programu przez Tuska, który odpowiadałby i jemu, i marszałkowi Sejmu, i Prezydentowi RP. Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za ten niemiły zgrzyt, ale sadząc po fakcie, iż do prezydenckiej loży w parlamencie nie został na ten dzień wysłany żaden wysoki urzędnik kancelarii głowy państwa, upatrywałbym winowajcę raczej w Lechu Kaczyńskim. Zwłaszcza że niejednokrotnie i ostentacyjnie daje on od dnia wyborów do zrozumienia, iż bardzo nie podoba mu się ich rezultat.
Demokracja ma swoje dobre i złe strony. Do tych drugich niewątpliwie należy konieczność wznoszenia się ponad zadawnione i świeże urazy oraz umiejętne robienie – choćby tylko na pokaz – dobrej miny w niewesołych dla danego polityka sytuacjach. Opinia publiczna bacznie obserwuje bowiem zachowania politycznych liderów i wyciąga z nich określone wnioski.
Jerzy Bukowski











