Pozwoli to uniknąć nieprzyjemnych sytuacji, w której najpierw honoruje się w ten sposób kogoś wielce zasłużonego dla miasta, a dopiero później wychodzi na jaw prawda o jego niezbyt pięknej postawie w okresie PRL. Archiwa IPN kryją bowiem mnóstwo przykrych niespodzianek, dotyczących ludzi o pozornie nieposzlakowanej opinii, którzy dali się jednak pozyskać jako tajni współpracownicy przez Służbę Bezpieczeństwa (niekiedy nawet bez specjalnego oporu z ich strony).
Zgodnie ze starą zasadą medyczną: lepiej zawczasu zapobiec chorobie, niż ją leczyć, kiedy już się rozwinęła w organizmie pacjenta, krakowscy radni słusznie postawili na profilaktykę. Chcą oni poprosić IPN, aby szybko i dokładnie prześwietlił każdego zgłoszonego mu przez nich kandydata na patrona ulicy, placu bądź mostu w mieście pod kątem ewentualnej współpracy z komunistyczną bezpieką.
To bardzo mądra decyzja. Byłoby bardzo dobrze, gdyby w ślady krakowskich rajców poszli radni innych gmin w Polsce. Warto też, aby zrobili remanent wśród kontrowersyjnych osób oraz organizacji, nadal patronujących nie tylko ulicom, ale także różnym instytucjom publicznym (np. szkołom) na swoim terenie, ponieważ nie może być tak, aby w niepodległej Rzeczypospolitej czcić w ten sposób komunistycznych zdrajców, zbrodniarzy i kolaborantów, których wzięła na swe sztandary PRL.
Jak długo będziemy jeszcze chodzić w wielu miastach Polski ulicami Karola Świerczewskiego, Gwardii i Armii Ludowej, jeździć przez most Zygmunta Berlinga, umawiać się na placu Hanki Sawickiej lub Związku Walki Młodych?
Jerzy Bukowski













