Oburza mnie natomiast publiczne dyskutowanie jej – w atmosferze sensacji – przez polityków i media, prześcigających się w dokonywaniu oraz ujawnianiu nie tylko krajowej opinii publicznej coraz to nowych przecieków z komisji, zajmujących się ową problematyką.
Cały świat otrzymuje w ten sposób jasny i wyraźny komunikat: polski kontrwywiad wojskowy jest w bardzo złym stanie, może nawet w rozsypce. Czy można sobie wyobrazić lepszy prezent dla podobnych służb w innych państwach, zwłaszcza niezbyt nam życzliwych? To żenujące roztrząsanie problemów z dziedziny, której istotnymi cechami są daleko posunięta dyskrecja i poufność wystawia fatalne świadectwo naszemu krajowi.
Kiedy codziennie czytam w gazetach sążniste artykuły na temat dramatycznej kondycji kontrwywiadu wojskowego Rzeczypospolitej (do jakiej doprowadził go rzekomo Antoni Macierewicz), zastanawiam się, jaki byłby los Armii Krajowej, gdyby w wydawanych przez nią podziemnych pismach toczyły się podobne dyskusje o problemach jej tajnych służb.
Czy można sobie w ogóle wyobrazić taką sytuację w okresie II wojny światowej i w późniejszych latach zbrojnej walki z komunistyczną władzą? – pytali mnie ostatnio poważnie zatroskani skandalicznymi przeciekami kombatanci AK. I natychmiast odpowiadali (nie kryjąc dumy), że nie, ponieważ współtworzone przez nich Polskie Państwo Podziemne i jego siły zbrojne były solidnymi instytucjami, umiejącymi zadbać o to, aby ich największe tajemnice nigdy nie ujrzały światła dziennego.
Teraz nie jesteśmy wprawdzie w stanie wojny z nikim, ale nasi żołnierze pełnią kilka odpowiedzialnych misji (bynajmniej nie pokojowych) w najbardziej zapalnych punktach globu, np. w Iraku i w Afganistanie. Ujawniając problemy służb, mających zapewnić im prawidłowe i możliwie najbezpieczniejsze funkcjonowanie, znakomicie ułatwiamy zadanie tym, którzy dybią na ich życie.
Niefrasobliwość i beztroska chcących zabłysnąć przed rodakami posiadaniem supertajnych informacji polityków oraz polujących na sensacje dziennikarzy może doprowadzić do niejednej tragedii. Czy ktoś z nich zdaje sobie jednak z tego sprawę i poczuwa się do odpowiedzialności za to, co robi i za możliwe konsekwencje swego skandalicznego postępowania? Obawiam się, że nie i dlatego starzy żołnierze AK ze smutkiem odmawiają przeciekającej w najczulszych miejscach Rzeczypospolitej miana poważnego państwa.
Jerzy Bukowski












