Według Telewizji TVN 24 konwój z Warszawy do Londynu ruszył przed dwoma tygodniami, a całą operację przygotowywano w tajemnicy uzgadniając ją z policją z Niemiec, krajów Beneluksu i Wielkiej Brytanii, ponieważ prokuratura nie chciała ryzykować transportu lotniczego, aby dowody nie przepadły na skutek ewentualnego wypadku.
“W kwietniu br. prokuratorzy prowadzący śledztwo ujawnili, że laboratoria z Włoch, Hiszpanii oraz dwa z Wlk. Brytanii zbadają próbki z ciał ekshumowanych oraz z wraku Tu-154 na obecność pozostałości materiałów wybuchowych. Według prokuratury, umiędzynarodowienie tych badań jest spowodowane wątpliwościami co do opinii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Zapowiedziano wtedy, że pierwsze próbki zostaną przekazane do badań w maju. Będą one przesyłane za granicę w pakietach po kilkadziesiąt próbek; badanie pakietu będzie trwało kilka miesięcy” – czytamy w depeszy PAP.
W 2012 roku “Rzeczpospolita” napisała, że śledczy znaleźli na wraku samolotu ślady trotylu i nitrogliceryny, co Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie tłumaczyła tym, iż wyświetlenie się napisu TNT na detektorze używanym przez ekspertów podczas pobierania próbek z wraku nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem obecności trotylu.
“W czerwcu 2013 r. WPO ogłosiła, że ze sprawozdania biegłych Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji wynika, iż w próbkach nie stwierdzono <obecności pozostałości materiałów wybuchowych lub produktów ich degradacji>. 4 kwietnia 2016 r. Prokuratura Krajowa przejęła od zlikwidowanej wtedy Wojskowej Prokuratury Okręgowej śledztwo w sprawie katastrofy Tu-154 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku” – napisała Polska Agencja Prasowa











