Głosami prawicowych członków Rady Programowej Telewizji Polskiej jej wiceprzewodniczącym wybrany został Piotr Gadzinowski, prominentny polityk Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czołowy dziennikarz tygodnika “NIE”, znany prześmiewca wszystkiego, co związane jest z polskimi i katolickimi tradycjami. Byłego posła, który zasłynął w poprzedniej kadencji głównie sprowadzeniem do Sejmu zagranicznej gwiazdy filmów pornograficznych oraz ostrymi atakami na parlamentarzystów prawicy, poparli m.in. politycy Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony oraz Ligi Polskich Rodzin.
Głosowanie było wprawdzie tajne, ale z arytmetyki dobitnie wynika, że jeśli nie wszyscy z nich, to zdecydowana większość poparła kandydaturę Gadzinowskiego. Zrobili to z czysto politycznych przyczyn, na złość Platformie Obywatelskiej, wywołując powszechne zdumienie opinii publicznej. Na domiar złego przewodnicząca Rady Janina Jankowska (legendarna dziennikarka radiowa i telewizyjna, szefowa studia wyborczego “Solidarności” z 1989 roku) broni tej decyzji, twierdząc że opiniodawczy organ Zarządu TVP musi być pluralistyczny, a więc nie można wykluczać z udziału w jego pracach ludzi lewicy.
Przykro słuchać takich tłumaczeń. Nikt nie twierdzi przecież, że w Radzie Programowej TVP w ogóle nie ma miejsca dla przedstawiciela SLD, ale powierzanie mu funkcji jej wiceprzewodniczącego i to tylko dlatego, aby upokorzyć PO jest działaniem, które okrywa wstydem głosujących za nim polityków prawicy.
O ile nie zdziwiłbym się, gdyby głosy na Gadzinowskiego oddali młodzi członkowie LPR Daniel Pawłowiec i Krzysztof Bosak, ponieważ skrajnym narodowcom zawsze bliżej było do komunistów niż do prawicowego centrum, o tyle przeraża mnie, iż do poparcia dziennikarza “NIE” przyznał się reprezentujący w Radzie PiS dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski. Człowiek pełniący taką funkcję i jednocześnie głosujący na zawziętego szydercę, cynicznie wykpiwającego i wyśmiewającego narodowe świętości cierpi chyba na rozdwojenie jaźni.
Nie zabrakło oczywiście natychmiast złośliwych komentarzy, że prawicowi członkowie Rady Programowej TVP powinni pójść na całość i zaproponować jej wiceprzewodnictwo Jerzemu Urbanowi – redaktorowi naczelnemu “NIE”, który – jako były prezes Radiokomitetu – ma przecież o wiele lepsze od Gadzinowskiego kwalifikacje zawodowe w tej materii.
W polityce zdarzają się taktyczne zwycięstwa, które nie tylko okrywają hańbą ich autorów z uwagi na nikczemny sposób prowadzenia walki i poniesione w jej trakcie wysokie koszta, ale także zniechęcają do nich dotychczasowych sympatyków, ceniących sobie wysokie wartości moralne. W omówionej wyżej sprawie niewątpliwie mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją.
Jerzy Bukowski













