Poseł i związkowiec

Nie ujawnię nazwisk bohaterów poniższego tekstu, bo chcę pozostać wierny przypisywanej Cyceronowi maksymie "nomina sunt odiosa". Chodzi przecież o pewne charakterystyczne zjawisko, a nie o konkretne osoby. Mogę jedynie napisać, że obaj byli bardzo znanymi działaczami "Solidarności" w Krakowie od początku jej istnienia.

File5e40ac4024fdaauthor202002092005
Jerzy Bukowski
30 kwietnia, 2018
Post thumbnail default dark

Pierwszy z nich został w 1989 roku posłem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego “Solidarności” zrzeszającego posłów oraz senatorów wybranych z listy Komitetu Obywatelskiego przy przewodniczącym Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego “Solidarność” Lecha Wałęsy w Sejmie kontraktowym w latach 1989-1991, drugi był energicznym i odważnym działaczem związkowym w latach 80. Obaj pozostawali w przyjaźni także u zarania III Rzeczypospolitej, potem ich drogi rozeszły się na tle politycznym.

Ten drugi przyjechał do Warszawy w 1989 roku i postanowił spotkać się z kumplem. Wparował więc do Sejmu, odnalazł go na korytarzu i zawołał po imieniu. Tamten podszedł do niego, odwzajemnił kordialny uścisk dłoni, po czym powiedział ściszając głos:

– Słuchaj, tu jest parlament niepodległej Polski, serce naszej demokracji. Tutaj przychodzą ministrowie i ambasadorowie. Nie wypada więc publicznie zwracać się do posła RP po imieniu.

Co zrobił tak srogo skarcony działacz nowohuckiej “Solidarności”? Jak nam potem opowiadał, uklęknął i pocałował męża stanu w rękę.

No comment.

Newsletter Dziennika Polonijnego

Zostaw pierwszy komentarz

Post
Filter