Jako autor trylogii biograficznej “Jan Karski. Jedno życie” ZOBACZ>>> otrzymałem dwa zapytania polskich redakcji dotyczące wspomnianej publikacji.
.jpg)
W druku poszło już po redakcyjnej poprawce, tak jak wyżej…
Odpowiedziałem, że nie będę komentował spekulacji, bowiem dobrze znałem stosunek bohatera zarówno do swobody w operowaniu terminem “Holocaust”, jak i “polskie obozy koncentarcyjne”. Dotyczy tego znaczna część jednego z rodziałów w trzecim tomie “Manhattan” wspomnianej trylogii. Stwierdziłem, iż nie jest moim zdaniem możliwe, by taki tytuł Karski sam zaproponował.
Czym innym jednak stan wiedzy i przekonań, a czym innym twarde fakty. Mieszkający w Sztokholmie Jacek Gancarson, pasjonat historii, który jako pierwszy publikował po szwedzku Raport Jana Karskiego, wraz z żoną Natalią Zaytsevą dotarli do materiałów archiwalnych “Collier’s Weekly” w New York Public Library, w tym do korekty redakcyjnej maszynopisu tekstu Jana Karskiego. Ich trud, warty najwyższego uznania, daje jednoznaczne świadectwo prawdy. Oni sami dokonali ważnego odkrycia archiwalnego tę prawdę dokumentującego.
O wszystkim traktuje artykuł ich obojga przygotowywany do druku w języku angielskim: “The real source of misnomer “Polish Death Camps”. Autorzy pokazuję w nim redakcyjną obróbkę tekstu oraz szerzej odnoszą się do samego zgadnienia. Publikacja ta, którą już warto polecić, powinna zostać w możliwie jak najkrótszym czasie udostępniona także po polsku.
Publikacja w amerykańskim magazynie jest dowolnym wyborem fragmentów jednego z rozdziałów wojennego bestselleru Jana Karskiego “Story of a Scert State”.
.jpg)
Bestseller Jana Karskiego w edycji miękkookładkowej.
Historia powstawania książki, jej redagowania oraz akcji promocyjnej jest detalicznie przedstawiona w drugim tomie “Inferno” biografii “Jan Karski. Jedno życie”. Warto wiedzieć, iż dzieło książkowe polskiego emisariusza od początku znajdowało się w rękach jego agenta autorsko-wydawniczego Emery Reevesa (tę samą rolę pełnił w przypadku wydawanych w USA książek Winstona Churchilla), redaktora Williama Postera oraz agenta promocyjnego Clarke’a Gettsa. Kiedy ostateczna wersja tekstu została zaakceptowana przez wydawcę, Reeves z Gettsem rozesłali fragmenty książki do wszystkich liczących się ogólnoamerykańskich tytułów amerykańskiej prasy oraz stacji radiowych, a także do najważniejszych tytułów prasy stanowej. W grubo ponad dwieście miejsc. Każdy odbiorca miał prawo poddawania otrzymanego tekstu redagowaniu. Ani Getts, ani Reeves, ani tym bardziej Karski nie miał na to wpływu.
Tak było również w przypadku magazynu “Collier’s”. Redaktor mający przed sobą maszynopis o tytule “In the Belzec Deathcamp”, zapewne zmienił tytuł na coś więcej mówiący czytelnikom. Lokalizujący obóz w konkretnym kraju, a nie enigmatycznym miejscu “Belzec”. W samej treści dokonał skrótów i przeredagowania paru akapitów.
Jak wielokrotnie wspominał Jan Karski, podczas jego spotkań autorskich, po ukazaniu się książki, używanie przez ich uczestników terminu “Polish camp” było częste i wcale nie wynikało z chęci przypisania Polakom obsługi tych straszliwych miejsc zbrodni, a tylko lokalizację geograficzną, bez cienia złej woli. To, co mogło razić Polaka, dla Amerykanina było rozumieniem potocznym.
Tyle w temacie jak to Karski wymyślił “polskie obozy”. Oczywiście, komu i po co taka interpretacja jest dziś po drodze jest już tematem osobnym.











