W trakcie wywiadu dziennikarka stwierdziła, że zwany katem żołnierzy Armii Krajowej sowiecki generał Iwan Czerniachowski, którego pomnik w Pieniężnie zdemontowano jesienią ubiegłego roku, jest odpowiedzialny m.in. za śmierć jej dziadka służącego w Armii Krajowej. Zaskoczony Medinski zamilkł.
W późniejszej rozmowie z portalem wPolityce Przełomiec wyjaśniła, że posłużyła się skrótem myślowym.
– Mój dziadek Karol Erdman został aresztowany w Miednikach podczas słynnej wspólnej defilady Armii Czerwonej i wileńskiego AK, która oczywiście się nie odbyła. Dziadkowi udało się uciec z transportu. Został zabity – rzecz jasna za wileńskie AK – już w Polsce, w więzieniu, w 1952 roku. Dziadek Karol rzeczywiście został zamordowany w wyniku akcji generała Czernichowskiego. Za to był ścigany przez komunistów – powiedziała.
Dwa dni po wywiadzie Czunkiewicz – o czym poinformował rosyjski portal Lenta – wysłał do Ministerstwa Kultury FR pismo z przeprosinami za zachowanie dziennikarki.
“Przygotowaliśmy się do programu jak najlepiej i w dobrej wierze. Niestety jest jeszcze ludzka słabość, na którą nie mamy wpływu. Ta sytuacja będzie okazją do zmiany podejścia do niektórych naszych działań” – napisał (cytat za Wirtualnymi Mediami).
Dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Mariusz Pilis stwierdził, że jest to prywatna opinia producenta, a nie oficjalne stanowisko Telewizji Polskiej i poprosił go o wyjaśnienia. Kilka godzin później umowa o pracę z Czunkiewiczem została rozwiązana.
“Władze telewizji pogratulowały mi wywiadu, o żadnych przeprosinach nie słyszałam :) kocham rosyjską propagandę” – skwitowała tę sytuację na Twitterze Maria Przełomiec.
Bardzo dobrze, że Pilis podjął w trybie natychmiastowym jedynie słuszną decyzję. A były już pracownik TVP niech szuka pracy w “Gazecie Wyborczej” lub w pokrewnych jej ideowo tytułach.










