Trzy lata temu Łysiak wydał pierwszą swoją książkę z cyklu “Salon”, zatytułował ją “Rzeczpospolita kłamców”. Pisałem o niej w tamtym czasie, dziś jedynie przypomnę, że Łysiak rozprawiał się tam z Polską kłamców, Polską zakłamaną, zawłaszczaną przez ludzi miałkich. Jedni z nich mieli zafałszowane życiorysy, inni je zmieniali pod rządzącą w danym czasie ekipę. Łysiakowy “Salon”, to jest to wszystko, co w Polsce w ostatnich kilkunastu lat obrosło kłamstwem, polityczną poprawnością, zadufkowatością, prostacką biurokracją. Lewactwem przede wszystkim. Pisarz rozprawił się w pierwszym tomie z Michnikiem, Jaruzelskim, Kiszczakiem i Geremkiem. Oberwało się Mazowieckiemu, Kuroniowi, Miłoszowi (“nienawidzący polskości gwiazdor literacki tegoż Salonu) i dziesiątkom innych osób i instytucji. W tym w znacznej mierze “Gazecie Wyborczej”, która od samego początku uzurpowała sobie prawo do nauczania Polaków. I stara się nauczać do dziś. Tyle, że jej już nie wychodzi.
Te wszystkie wątki kontynuuje Łysiak w swoich kolejnych dwóch tomach. To są także Salony, obie części noszą podtytuł “Alfabet szulerów”. Tutaj poszerza tematykę o Europę i świat, ukształtowanych podług szulerskich kanonów. Naigrawa się Łysiak z tych wszystkich głupców i lewaków, którzy bez wahania ubiorą się w t-shirt z podobizną Che Guevary, rzekomego bohatera komunistycznej rewolucji kubańskiej. Co to kubańską nędzę i krwawy reżim chciał przeszczepić na cały kontynent Ameryki Południowej. A co wiemy o niejakim Fuciku, czeskim dziennikarzu, który w oficjalnej propagandzie tamtejszych komunistów miał być narodowym superbohaterem, a okazał się gestapowską szują, agentem i zdrajcą. Nie zostawia Łysiak suchej nitki na tych wszystkich, którzy naśmiewają się z pięknych kart polskiej historii, to może być szarża w wąwozie Somosierra, czy Powstanie Warszawskie; pogardliwe określenie bohaterszczyzna dla tych wszystkich patriotycznych wydarzeń ma mieć w opinii Salonu wydźwięk pejoratywny.
Polska w wielu krajach świata uważana jest za kraj antysemicki, sprzyjają temu m.in. obiegowe określenia polskie obozy koncentracyjne i wyjątkowo perfidna polityka niektórych kół żydowskich na Zachodzie, które celowo przedstawiają Polaków jako urodzonych antysemitów. I przytacza tu Łysiak znane w historii współczesnej fakty, kiedy Polacy z narażeniem życia ratowali w czasie okupacji żydowskie rodziny. (Sam niedawno na łamach “Centrum” przedstawiałem sylwetkę Polaka, Henryka Sławika, który na Węgrzech w czasie okupacji uratował przed śmiercią tysiące Żydów). Łysiak pisze o Irenie Sendlerowej. To są ludzie, którzy nie bacząc na niebezpieczeństwo pomagali Żydom i ratowali ich przed zagładą. Ale Salon rozpieszcza Niemca Schindlera (tego z filmu Spielberga), który koniunkturalnie uratował kilkuset swoich pracowników z hitlerowskiego obozu pracy w Krakowie. Choć to się też liczy. Trzeba jednak przypomnieć, że w średniowieczu, kiedy Żydzi byli okrutnie prześladowani w krajach zachodniej Europy, to uciekali do Polski, w której znaleźli życie i pracę i którą przedstawiali potem jako paradisus Iudaeorum, żydowski raj.
Pisząc o polskiej gospodarce przypatruje się Łysiak bacznie Leszkowi Balcerowiczowi, ministrowi finansów i ostatno szefowi banku narodowego, wyliczając mu punkt po punkcie jego zawodowe knoty, które rujnowały polską gospodarkę. Takich cymesów jest u Łysiaka mnóstwo, one powinny otworzyć oczy tym wszystkim, którzy ulegają lewackiej propagandzie i dają wiarę Michnikom, Geremkom, Szczypiorskim. I dziesiątkom innym. Historia jednak pomału bo pomału, ale weryfikuje te fakty.
Jest i islam u Łysiaka, gdzie lewactwo sięga szczytu. Zezwala pisać pogardliwie i obelżywie o chrześcijaństwie i katolicyźmie, ale nie daj Bóg pisnąć złe słowo o muzułmanach. A oni są wojujący, groźni i terrorystyczni. A tymczasem sama Ameryka oddala się od 09/11 (choć Bush chce raz na zawsze zniszczyć terror w Iraku, wysyłając tam kolejne oddziały wojsk – to uwaga komentatora). Pisze Łysiak prześmiewczo o areopagu mędrców i profesorów, których uczone wypowiedzi, deklaracje, petycje, odezwy niejednokrotnie zbierały smutne żniwa. To przecież wielu intelektualistów zachodnich wielbiło Stalina i sowiecki ustrój, to byli, przykładowo, francuski egzystencjalista Sartre, fizyk Joliot Curie czy brytyjski pisarz Show. Ileż ci ludzie, przy swoim znaczeniu, poczynili zła. W Ameryce grupa o nazwie “Zatroskani naukowcy” (Concerned Scientists) produkowała taśmowo, szczególnie w latach 80. zbiorowe listy i protesty, wyrażające troskę i zaniepokojenie radykalizmem Reagana wobec ZSRR… pisze Łysiak. A my to znamy z wielu krajów świata. Polacy, jak mało jaki naród, mają prawo mówić o tym pełnym głosem, bo tych wszystkich niegodziwości doświadczyliśmy na własnej skórze. Porusza Łysiak także sprawy narodowościowe i mówiąc o Orlętach Lwowskich, broniących miasta (i Polski) przed Ukraińcami, przypomina wiele zadawnionych problemów, jakie mamy z oboma naszymi wschodnimi sąsiadami, właśnie z Ukraińcami i Białorusinami. Można przebaczyć, ale zapomnieć nigdy. I ukazać historię taką, jaka ona jest w rzeczywistości.
Natomiast: o ile zgadzam się z ogromną większością tez, jakie w swojej książce stawia Łysiak, o tyle nie godzę się na taką sylwetkę Jana Pawła, jaką przedstawia autor. Obawiam się, że pisarz dał się ponieść publicystycznej pasji i trochę z lewa potraktował polskiego papieża. Jakoby uwikłanego w spory z Ratzingerem i innym watykańskimi kurialistami. To nie niemiecki kardynał przywołał nowe prądy w Watykanie, uczynił to Karol Wojtyła, zmieniając całkowicie obraz papieskiego państwa. I świata. Zresztą co tu dużo mówić, pamiętamy przecież tamten czas i dokonania JP II. Prawda, że nie jeden Łysiak miał za złe papieżowi, kiedy ten na lotnisku w Balicach zaprosił do papamobilu Kwaśniewskiego; że ucałował muzułmański koran, czy na ekumenicznym spotkaniu w Asyżu bratał się z szamanami i wrogami katolicyzmu. Prawda, że pisarz i publicysta nie powinien pisać na kolanach, niemniej zbyt wiele zawdzięcza Polska i świat Janowi Pawłowi II, aby w niespełna dwa lata od jego śmierci wypominać mu sprawy, których jeszcze do końca nie znamy.
(zr)
Magazyn “Centrum”













