Podczas poznańskiej manifestacji powstała nietypowa inicjatywa, wyrażona przez jej uczestników w haśle: “pij gruzińskie wina – nie bój się Putina”. Z identycznym pomysłem wystąpiłem o tej samej porze pod krakowskim konsulatem Rosji, a wcześniej podczas programu, w jakim wziąłem udział w Telewizji Kraków.
To chyba całkiem dobry pomysł, aby w okresie wakacyjnym, kiedy Polacy spotykają się na licznych przyjęciach, wznosić toasty na cześć braci-Gruzinów winem, wyprodukowanym w ich kraju, a zamiast polskiej wody mineralnej popijać słynne “Borżomi”.
Gruzińskie wina można znaleźć w wielu polskich sklepach. Mam nadzieję, że importerzy zgromadzili spory zapas, bo w najbliższym czasie mogą być poważne problemy z przywiezieniem ich z Tbilisi, czy Batumi do naszego kraju. Są to zarówno wina stołowe (głównie czerwone wytrawne i półwytrawne) za około 20-30 złotych za butelkę, jak i markowe, których cena sięga nawet 100 zł.
Warto pamiętać, że to właśnie Gruzja jest uznawana za kolebkę światowego winiarstwa. Już około 6 tysięcy lat przed naszą erą na zajmowanym obecnie przez nią terenie z powodzeniem uprawiano winne grona. Zaświadczają o tym archeolodzy, którzy odkryli w grobach z czasów neolitu fragmenty winnej łozy, naczynia z motywami winorośli oraz skamieliny ich nasion.
Także legenda o powstaniu Gruzji związana jest z winem. Zdążający do Boga po przydział ziemi ich praprzodkowie spóźnili się i to znacznie, ponieważ po drodze nie tylko pili wino, ale wznosili długie toasty, z których słyną dzisiaj ich potomkowie. Kiedy wreszcie dotarli do Stwórcy, nie miał już On dla nich zbyt wiele ziemi, ale w podzięce za piękne słowa, skierowane do niego przez tamadę (wodzireja biesiady) uraczył ich małym rajem, ulokowanym między morzami Kaspijskim i Czarnym. Tak właśnie zrodziła się dzisiejsza Gruzja.
Niechże więc polska solidarność z dzielnym kaukaskim narodem przejawia się nie tylko w patetycznych gestach, ale również podczas towarzyskich spotkań, okraszonych znakomitymi gruzińskimi winami.
Jerzy Bukowski











