Ostatnio z Orlej Perci w okolicach Granatów zsunął się po piargach pijany turysta. Doznał wstrząsu mózgu i ogólnych obrażeń ciała. Wyruszył po niego patrol Tatrzańskiego Ratowniczego Pogotowia Ratunkowego. A jako że w akcję zaangażowany był śmigłowiec, to związku z tym jej koszta wyceniono na ponad 5 tysięcy złotych. Kiedy ratownicy zorientowali się, w jakim stanie jest niefrasobliwy zdobywca Orlej Perci, postanowili wystąpić do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji z zapytaniem, czy można go obarczyć tą sumą.
Mam nadzieję, że pijak, który potraktował wyprawę na jeden z najtrudniejszych tatrzańskich szlaków jak spacer po Krupówkach, zostanie obarczony pełnymi kosztami uratowania jego życia i zdrowia. Głupotę należy bowiem zawsze piętnować i surowo karać. Przecież śmigłowiec TOPR mógł być w tym samym czasie potrzebny do zwiezienia z gór kogoś, kto nie z własnej winy popadł w poważne tarapaty.
Podobną nieodpowiedzialnością, kompletnym brakiem wyobraźni i totalną głupotą wykazali się rodzice, którzy zabrali w nosidełku dwuletnie dziecko na… Rysy. W dodatku zaczęli zdobywanie najwyższego szczytu polskich Tatr po południu, więc na odległej 300 metrów od celu wspinaczki Grzędzie znaleźli się dopiero około godziny 20.00 (!) i tam zaskoczyła ich burza. Na szczęście mieli przy sobie telefon komórkowy, z którego wezwali pomoc. TOPR zmuszony był poderwać śmigłowiec, by ewakuować parę idiotów wraz ze zziębniętym i wychłodzonym dzieckiem.
Przy takich okazjach powraca stary problem ubezpieczenia od odpowiedzialności osób, wybierających się w polskie góry. W wielu krajach alpejskich, a także u naszych południowych sąsiadów problem ten został już dawno rozwiązany. Każdy, kto nie wykupi tam polisy, ryzykuje zapłatę za ewentualną akcję ratunkowej z własnej kieszeni. Ale jeśli okaże się, że ubezpieczony turysta był pijany lub też świadomie naraził się na niebezpieczeństwo (na przykład schodząc ze szlaku), i tak musi pokryć koszta udzielenia mu pomocy.
Najwyższy czas, aby podobne zasady zaczęły obowiązywać także w Polsce.
Z Krakowa dla www.Poland.US
Jerzy Bukowski











