– Kwestie dotyczące przedawnienia tego typu przestępstw są wyjątkowo skomplikowane, dlatego będę chciał się zapoznać z uzasadnieniem Sądu Apelacyjnego i jestem przekonany, że rozstrzygnięcie w tej sprawie powinno zapaść przed Sądem Najwyższym – powiedział Kwiatkowski dziennikarzom.
Dwa dni wcześniej Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że przestępstwo, którego miał się dopuścić oskarżony (pobicie ze skutkiem śmiertelnym) przedawniło się pięć lat temu i umorzył postępowanie przeciwko byłemu zomowcowi, skazanemu na 8 lat więzienia za udział w pobiciu Przemyka. Wyrok jest prawomocny.
Wniosek o kasację zapowiedzieli także pełnomocnicy ojca śmiertelnie pobitego maturzysty.
Ta sprawa trwa już 26 lat. Ireneusz K. został skazany w ubiegłym roku w piątym procesie. Na mocy amnestii kara została mu zmniejszona o połowę. Podstawą tego wyroku (pierwszego skazującego) były zeznania Cezarego F., kolegi Przemyka, który został razem z nim zatrzymany. To on wskazał, że Przemyka bił funkcjonariusz, który miał pałkę służbową, czyli Ireneusz K.
W poprzednich procesach władze PRL zrobiły bardzo wiele, by utrudnić zeznawanie niewygodnemu dla nich naocznemu świadkowi zbrodni: dyskredytowano go, inwigilowano zastraszano. Odpowiedzialność próbowano zrzucić na sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala.
Ireneusz K. miał w 1983 roku 20 lat. Do niedawna pracował w policji w Biłgoraju, obecnie jest na policyjnej emeryturze.
Jerzy Bukowski











