Z uznaniem witam taką właśnie optykę dziennikarską. Zmagania sportowców o olimpijskie trofea nie mogą być bowiem ważniejsze od ludzkich tragedii. W Tybecie krew leje się już od dawna, w Gruzji żołnierze i cywile zaczęli ginąć dokładnie w momencie otwarcia igrzysk olimpijskich w “kraju środka”.
Mam nadzieję, że opinia publiczna ze zrozumieniem przyjmuje priorytety, jakimi kierują się redakcje niemal wszystkich światowych mediów, umiejętnie przywracając proporcje ważności dziennikarskiego przekazu. Sport stał się w ostatnich latach zdecydowanie nazbyt dowartościowaną (czy raczej: przewartościowaną) dziedziną życia społecznego.
Publiczność kocha nie tylko oglądać walki o medale i punkty, ale również śledzić prywatne perypetie współczesnych gladiatorów. Wraz z gwiazdami filmu i estrady zawładnęli oni masową wyobraźnią, spychając na margines zainteresowanie o wiele ważniejszymi dla przyszłości ludzkości sprawami, jak np. polityka, nauka, ekonomia.
Trzeba dopiero potężnego wstrząsu, aby przywrócić – choćby tylko na pewien czas – właściwe proporcje i przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest w życiu ludzi, narodów i państw najważniejsze.
Z tego punktu widzenia dobrze się stało, że Tybetańczycy do spółki z Gruzinami ukradli Chińczykom ich starannie przygotowywany olimpijski show.
Jerzy Bukowski











