Trzeba wziąć jednak pod uwagę także polityczny aspekt skandalu, do którego doszło – o czym nie wolno zapomnieć – pod patronatem prezydenta Warszawy z Platformy Obywatelskiej Rafała Trzaskowskiego. Takie akcje skutkują bowiem zawsze efektownym wzrostem notowań Zjednoczonej Prawicy, która jest powszechnie i słusznie kojarzona z obroną wartości głoszonych przez Kościół rzymskokatolicki. Obrzydzenie tym, co wyprawiają uczestnicy parad równości, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, kiedy ich agresja wobec ludzi wierzących przybiera monstrualne rozmiary, pogrąża totalną opozycję nawet w oczach niemałej części jej wyborców.
Nic dziwnego, że deklarująca mocne wsparcie dla ruchów LGBT, a oparta głównie na PO Koalicja Europejska poniosła sromotną porażkę w walce o mandaty do Parlamentu Europejskiego, a potem rozsypała się jak domek z kart. Jeżeli ktokolwiek z budujących ją przed 26 maja polityków o konserwatywnych i centrowych poglądach miał jeszcze jakieś złudzenia co do możliwości ich zrealizowania w jej szeregach, to po sobotnim pokazie nienawiści chyba już ich nie ma.
Dziennikarze mediów sprzyjających obecnemu obozowi władzy powinni bardzo często pokazywać migawki z tej imprezy, a zwłaszcza fragment, w którym pada wprost oczekiwanie, żeby stare k…y z Prawa i Sprawiedliwości jak najszybciej wymarły, bo wtedy rządy obejmą normalni ludzie.
Gratuluję Platformie Obywatelskiej i Sojuszowi Lewicy Demokratycznej (jej przedstawiciel Jerzy Wenderlich nazwał Paradę Równości w Warszawie zwykłym przejawem ekspresji) towarzystwa, w jakim znaleźli się na własne życzenie popierając organizacje skupiające zwolenników LGBT i usiłując wmówić Polakom, że na tym właśnie polegają tolerancja, otwartość, europejskie maniery. Jeżeli się nie opamiętają, to w jesiennych wyborach parlamentarnych będą mogli liczyć wyłącznie na głosy “normalnych ludzi”, czyli takich, jak uczestnicy wczorajszej parady.










