“Młodzież ukraińska od nowego roku będzie wychowywana na podstawie wzorców z życia i działalności liderów narodowo-wyzwoleńczego ruchu narodu ukraińskiego – Stepana Bandery, Romana Szuchewycza, Dmytra Klaczkiwśkoho, Mykoły Lebedia, Andrija Melnyka i Jewhena Konowalca. Ideologia faszystowska Dmytra Doncowa ma być wbijana do głów młodych ludzi. Młode pokolenia Ukraińców mają być wychowywane na nacjonalistów oddanych sprawie OUN-UPA. Młodzież trzeba uczyć nie myślenia lecz wykonywaniu rozkazów przełożonych – uważają nowe elity ukraińskie z kręgu prezydenta Juszczenki” – napisał w korespondencji z Kijowa Eugeniusz Tuzow-Lubański, cytowany na blogu księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.
Jego zdaniem “pochodzący ze Lwowa minister oświaty i nauki Ukrainy Iwan Wakarczuk czyni wszystko, żeby wybielić wojaków OUN-UPA na nieskazitelnych bohaterów walk o niepodległość Ukrainy”. Jest to celowa manipulacja, ponieważ “o masowych mordach cywilnej ludności polskiej Wołynia, Galicji Wschodniej i Podola w nowych podręcznikach z historii Ukrainy nie ma prawie ani słowa., w najlepszym wypadku można przeczytać, iż to były akcje odwetowe OUN-UPA na wrogie akcje AK skierowane przeciwko Ukraińcom”.
Każde państwo ma oczywiście niezbywalne prawo kształcenia świadomości swoich obywateli w taki sposób, jaki uznaje za właściwy. Wolno jednak oczekiwać, że brana będzie w tym procesie wychowawczym pod uwagę wrażliwość historyczna sąsiednich krajów, zwłaszcza jeśli stosunki z nimi bywały w przeszłości napięte, dramatyczne, a nawet – jak w przypadku Polski i Ukrainy – tragiczne.
Naszym ukraińskim sąsiadom najwyraźniej zabrakło tego wyczucia.
Jerzy Bukowski











