Nie każdego dostojnika witano jednak równie serdecznie. Kiedy padły nazwiska arcybiskupów Józefa Kowalczyka, Józefa Życińskiego i Juliusza Paetza, zgromadzeni na Skałce wierni zachowali się nader powściągliwie. Być może zawinił sam Dziwisz, z emfazą określając pierwszego z nich mianem człowieka ukrzyżowanego, co było wyraźną aluzją do upublicznionych niedawno informacji, iż był on kontaktem informacyjnym Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie “Cappino”.
Zajmujący się od kilku lat – i nie mający z tego powodu łatwego życia w Kościele – zagadnieniem uwikłania niektórych (w sumie bardzo drobnej liczby) polskich kapłanów w świadome kontakty z komunistyczną bezpieką ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski zgryźliwie skomentował zachowanie kardynała na swoim blogu:
Na tej samej zasadzie metropolita krakowski powinien tym samym tytułem obdarzyć także Lesława Maleszkę i ks. Michała Czajkowskiego oraz wszystkich tych, ktorzy niszczyli kapelanów “S” ks. Jerzego Popieluszkę i ks. Kazimierza Jancarza z Nowej Huty.
Krakowski duchowny zauważył również, że po słowach dotyczących abp. Kowalczyka nie biła braw większosć profesorów Papieskiej Akademii Teologicznej.
I gorzko spuentował:
Vox populi, vox Dei. Tyle tylko, że wielcy tego świata są absolutnie przekonani, że to tylko oni są “vox Dei”.
Jerzy Bukowski











