Trwało to tak długo, ponieważ swoje zastrzeżenia zgłosili początkowo Słowacy, ale ostatecznie zadowolili się wnioskiem o rejestrację własnego specjału: ostiepoka, który różni się od oscypka dwukrotnie większą zawartością krowiego mleka (aż 80 proc). Nasi bacowie gwarantują zaś w swoim produkcie zdecydowaną przewagę mleka od polskiej owcy górskiej, wrzecionowaty kształt oraz wagę w granicach 60 – 80 gramów.
Aby wyeliminować z rynku liczne podróbki (charakteryzujące się głównie zachwianiem proporcji na rzecz krowiego mleka), oscypki można będzie sprzedawać wyłącznie w okresie od 15 kwietnia do 30 września, ponieważ tylko wówczas – podczas redyku – “pucą” je nasi górale. Oscypki z certyfikatem Unii Europejskiej będą też miały specjalne, ekologiczne opakowania, odróżniające je od zalewających rynek handlowy w Polsce fałszywek.
Komisja Europejska precyzyjnie określiła warunki sanitarne, w jakich ten – drugi po bryndzy podhalańskiej – zarejestrowany polski produkt regionalny ma być wytwarzany. Nad ich przestrzeganiem czuwać będą unijni inspektorzy, biorąc jednak pod uwagę specyfikę górskiej bacówki, w której trudno przecież osiągnąć idealną sterylność. Pojawił się nawet pomysł urządzania przez nich egzaminów z “pucenia” oscypka dla polskich górali, ale – przynajmniej na razie – traktuje się go wyłącznie w kategoriach humorystycznych.
W kolejce do Europy stoją jeszcze trzy regionalne produkty z Podhala: bunc, żętyca i redykołka. Nie chcący być gorszymi od górali krakowianie zawalczą zaś – o czym niedawno pisałem w poland.us – o taką samą nobilitację dla obwarzanka. Inne regiony Polski też stają już do wyścigu o unijny certyfikat, przedkładając w Brukseli wnioski o rejestrację swoich specjałów.
Smacznego, Europo!
Jerzy Bukowski












