Dzisiejsi politycy nader rzadko bywają, niestety, polityczni w staropolskim sensie tego słowa. Szczególnie niechętnie zaś przepraszają, starając się udowodnić opinii publicznej, że to oni mają zawsze rację, a nie ich przeciwnicy. Nie rozumieją, że elementarna grzeczność i szacunek dla dostojnych osób oraz poważnych urzędów wymaga czasami lekkiego zgięcia karku oraz wypowiedzenia przeprosin, choćby nie wiem z jakim z trudem miały im one przejść przez gardło.
Z przykrością odebrałem więc buńczuczną zapowiedź ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego, że nie ma on zamiaru przeprosić Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego za nieprzyjście do niego w wyznaczonym terminie. Uważa on bowiem, że w sprawie jego niedoszłej wizyty u głowy państwa zawinili wyłącznie prezydenccy urzędniccy.
Nawet jeśli młody i pewny siebie minister jest głęboko przekonany, że nie popełnił żadnego błędu, respekt dla pierwszej osoby w państwie winien podyktować mu właściwe zachowanie, szczególnie że on sam często podkreśla, iż w szacunku dla Prezydenta RP nikt go nie wyprzedzi.
Sikorski sporo czasu spędził w Anglii, a tam przywiązuje się ogromną wagę do politycznej etykiety. Właśnie od niego można by więc oczekiwać, że da dobry przykład innym uczestnikom życia publicznego, jak należy zachowywać się wobec Prezydenta RP, a także siebie nawzajem. Choćby go skręcało w środku, powinien wykrzesać z siebie odpowiednią dozę pokory i wypowiedzieć to jedno magiczne słowo.
Z pewnością zyskałby na tym w oczach opinii publicznej, a przynajmniej tej jej części, które nieobce są zasady dobrego wychowania, zwanego popularnie “kindersztubą”.
Jerzy Bukowski












