Z jednej strony Kaczyńskiemu wygodnie byłoby pozbyć się buntownika, który nie gwarantuje zachowania spoistości koalicji rządzącej, z drugiej usunięcie z niej Porozumienia jest ryzykowne, ponieważ trzeba byłoby zastąpić je Polskim Stronnictwem Ludowym bądź przynajmniej częścią Konfederacji. Doproszenie PSL musiałoby skutkować oddaniem jego działaczom niemałej części stanowisk w centralnych i w terenowych strukturach władzy, dokooptowanie posłów skrajnej prawicy (aczkolwiek w większości liberalnej w kwestiach ekonomicznych) wymusiłoby natomiast pewne koncesje w sferze ideowej.
Osłabiony i kontestowany przez część swoich kolegów partyjnych Gowin jest znacznie łatwiejszy do sterowania, ale gdy raz już zdradził Kaczyńskiego nie jest wykluczone, że zrobi to ponownie w najmniej oczekiwanej chwili. Może więc najlepiej byłoby pozyskać konieczną do zachowania koalicji większość wyłuskując mu wyraźnie chętnych do dalszego bycia u władzy podwładnych z Jadwigą Emilewicz na czele, a jego samego zostawiając na politycznym marginesie?
Wkrótce przekonamy się, jaki wariant wybierze Jarosław Kaczyński i co czeka jego niepokornego sojusznika.










