Z takimi tezami wystąpili m.in. były ambasador Włoch w Moskwie Sergio Romano, mieszkający na stałe w Italii eurodeputowany i dziennikarz Jaś Gawroński oraz poprzedni rzecznik prasowy Watykanu Joaquin Navarro-Vals. Ogłosili je w określonym kontekście rozpoczynającego się właśnie w Warszawie procesu autorów stanu wojennego z gen. Jaruzelskim na czele.
Nie przytaczają oni żadnych tekstów, podpisanych przez Jana Pawła II, powołując się wyłącznie na prywatne rozmowy z nim. Nie mam podstaw podważać wiarygodności ich słów, ale wolno mi podejrzewać, że pamiętają oni (czy raczej chcieli zapamiętać) z tych rozmów jedynie pozytywne sformułowania papieża o Jaruzelskim, które były z pewnością równoważone negatywnymi, o których słyszał cały świat. Przyznaje to zresztą sam Navarro-Vals, mówiąc że wedle Jana Pawła II lojalność wobec komunizmu zwyciężyła u generała nad poczuciem patriotyzmu.
Zwierzchnik Kościoła rzymsko-katolickiego jest zarazem jego najwyższym kapłanem, głową państwa i moralnym autorytetem na światową skalę. Będąc wyrozumiałym dla największych nawet grzeszników, musi również prowadzić stanowczą oraz konsekwentną politykę (generalnie służącą pokojowi, lecz uwzględniającą określony kontekst dziejowy), a także upominać się o wszystkich skrzywdzonych i zniewolonych, zwłaszcza przez totalitarne reżimy.
Widząc w Jaruzelskim zbłąkaną owieczkę, której należy się duchowe wsparcie, Jan Paweł II był jednocześnie nieprzejednanym wrogiem komunizmu, reprezentowanego w Polsce właśnie przez generała. Są to dwie różne dziedziny, które obecnie usiłują wymieszać ze sobą – przy niegodnym takiego zabiegu angażowaniu autorytetu zmarłego papieża – włoscy obrońcy Jaruzelskiego, mącąc w głowach wielu ludziom, nie tylko rodakom Jana Pawła II.
Jerzy Bukowski












