Odpowiedź jest oczywista chyba dla każdego, kto cokolwiek zna się na polityce: nie. Do istoty dyplomacji należą bowiem przede wszystkim dyskrecja i nieujawnianie prywatnych opinii, a już wręcz karygodne jest mieszanie się ambasadora w wewnętrzne problemy goszczącego go państwa. Nawet jeżeli chce on – zgodnie z wytycznymi swojego rządu – poprzeć polityczną opozycję, musi to robić niezwykle delikatnie i subtelnie.
Nie rozumiem więc zachowania ambasadora Wielkiej Brytanii Rica Todda, który na trzy dni przed zaplanowaną na 13 czerwca Paradą Równości w Warszawie zaprosił na spotkanie działaczy przygotowujących ją stowarzyszeń, grupujących homoseksualistów.
– Rząd brytyjski wspiera walkę o równość i prawa człowieka na całym świecie. To znaczy, że sprzeciwia się dyskryminacji, także tej wobec lesbijek i gejów. Lesbijki i geje mają prawo żyć w społeczeństwie i nie cierpieć z powodu dyskryminacji. Tymczasem w wielu przypadkach, tak w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii ludzie doświadczają dyskryminacji, nienawiści, a czasami nawet przemocy – tłumaczył “Rzeczypospolitej” zasadność tego spotkania, podczas którego rozdał zaproszonym gościom egzemplarze przewodnika o problemach osób homoseksualnych, wydanego przez brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.
Ten gest spotkał się ze zrozumiałym zadowoleniem polskich lesbijek i gejów.
– W Wielkiej Brytanii w ostatnich latach pojawiło się wiele pozytywnych zmian na rzecz osób homoseksualnych, a za rządów Margaret Thatcher nie było z tym najlepiej. Dlatego doświadczenia Brytyjczyków są dla nas bardzo cenne – powiedział “Rz” Tomasz Szypuła z Kampanii Przeciw Homofobii.
Odmiennego zdania są jednak poproszeni przez tę gazetę o wypowiedź publicyści.
– Nie przypominam sobie przypadku przemocy wobec osoby homoseksualnej przez kilkanaście ostatnich lat. Czy to, że ambasada wspiera postulaty homoseksualistów, to powód, żeby je zaakceptować? Dla mnie to propaganda, a nie merytoryczna dyskusja – powiedział “Rz” doktor Bogdan Dziobkowski, zastępca redaktora naczelnego “Przeglądu Filozoficznego”.
Uważa on, że “specjalnie buduje się atmosferę zagrożenia, żeby uzasadnić walkę o legalizację związków partnerskich”.
W podobnym duchu zabrał głos Sławomir Skiba, publicysta i redaktor naczelny “Polonia Christiana”:
– Pan ambasador wykazał się skrajnym brakiem dyplomacji połączonym z absolutną ignorancją dla wartości, którymi żyje zdecydowana większość naszego społeczeństwa. Ambasada – zgodnie ze standardami politycznymi – powinna reprezentować interesy Wielkiej Brytanii, a nie lobby homoseksualnego.
– Ambasador Todd przekracza swoje uprawnienia – powiedział “Rz” Rzecznik Praw Obywatelskich doktor Janusz Kochanowski, zapewniając jednocześnie, że jest w stałym kontakcie ze środowiskami homoseksualistów i bierze pod uwagę ich postulaty.
Pomijając już konkretną sprawę, w którą zaangażował się brytyjski dyplomata, sam fakt udzielenia przezeń poparcia jednemu, ściśle określonemu środowisku pozostaje w głębokiej sprzeczności z zasadami postępowania, jakim winien hołdować każdy ambasador.
Jerzy Bukowski











