Ingerencje te mogły nieodwracalnie zatrzeć ewentualne ślady wcześniejszych “modyfikacji”. Według informacji portalu, specjalista ten napisał w ekspertyzie, iż na jednej z badanej przez biegłego kart pamięci są “widoczne ślady kasowania zdjęć, które prawdopodobnie były zrobione na pokładzie samolotu TU-154”.
Niezalezna.pl podała, że w kilku aparatach zawarte na nich pliki (zdjęcia) przeglądano i modyfikowano m.in. 11 i 16 kwietnia. Jedno z urządzeń: aparat fotograficzny marki Sony ma zmieniony plik desktop.ini 12 kwietnia o godz. 16:30, a utworzony sekundę wcześniej plik wykonywalny zdravoo.exe to… wirus komputerowy.
Tych ingerencji mogli dokonać wyłącznie Rosjanie, bo w tym czasie nikt inny nie miał dostępu do zabezpieczonego sprzętu.
“Polscy prokuratorzy zabezpieczyli łącznie ponad 120 telefonów komórkowych, aparatów fotograficznych, kamer i laptopów należących do ofiar katastrofy” – czytamy w portalu Niezalezna.pl.
Do tych informacji bardzo szybko odniósł się pułkownik Zbigniew Rzepa – rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który zaprzeczył, by z ekspertyzy ABW można było wyciągać tak radykalne wnioski. Dodał jednak, że musi być ona poprawiona, ponieważ prokuratura ma kolejne pytania i właśnie wysłała wniosek o uzupełnienie badań oraz przyznał, iż ma to związek z informacjami, jakoby eksperci odkryli na nośnikach usuwanie danych, np. kasowanie zdjęć.
– Modyfikowanie danych i ingerencja w urządzenie następuje przy każdej czynności z urządzeniem, także podczas badania. Nawet jego włączenie czy też wyłączenie, na przykład odebranie SMS-a także przez telefon, który jest włączony. To wszystko jest ingerencją – wyjaśnił na antenie Radia RMF FM.
Jego zdaniem tych modyfikacji nie można przypisywać Rosjanom, bo np. zegar jednego z aparatów wskazuje na zmiany dokonane 17 i 19 kwietnia, a wtedy nośniki były już w Polsce. Płk Rzepa przypomniał też, że zegar w kamerze, na której nakręcono 40 sekundowy film z pokładu tupolewa, nie był przestawiony na czas letni.
Jerzy Bukowski
(180).jpg)











