Rzecznik Episkopatu, ksiądz Józef Kloch uważa, że tajne służby PRL zarejestrowały prałata Kowalczyka bez jego wiedzy i brak jest przesłanek, wskazujących na jego świadomą współpracę z nimi. Nastąpiło to w czasie, gdy pracował on w Watykanie i prowadził oficjalne rozmowy z przedstawicielami komunistycznych władz Polski, które należały do jego obowiązków. Według ekspertów, pracujących dla Komisji Historycznej Metropolii Warszawskiej, tego rodzaju kontaktów żadną miarą nie można traktować jako działalności agenturalnej.
Solidarność z tym stanowiskiem wyrazili biskupi ordynariusze i pomocniczy diecezji krakowskiej, kieleckiej, tarnowskiej i bielsko-żywieckiej, którzy spotkali się na dorocznym spotkaniu w Krakowie.
Innego zdania jest jednak specjalizujący się w badaniu różnego rodzaju kontaktów księży z bezpieką ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Na swoim blogu opublikował on dwa dokumenty, dotyczące abp. Kowalczyka. Powołuje się przy tym na słownik pojęć z katalogów Instytutu Pamięci Narodowej, według którego kontakt informacyjny to “jedna z kategorii współpracy z wywiadem cywilnym PRL; w przypadku obywatela polskiego – zawsze świadoma, w przypadku cudzoziemca – mogła być nieświadoma”.
Teraz poinformował, że w ubiegłym tygodniu powiadomił władze kościelne, iż w aktach IPN znajduje się co najmniej 21 stron kolejnych informacji, udzielanych przez “Cappino” na temat różnych osób. m.in. Lecha Wałęsy.
Ks. Zaleski napisał na blogu:
Do tych dokumentów nigdy nie dotarła komisja kościelna, doraźnie powołana na początku br. Komisja ta nigdy też nie skontaktowała się z historykami świeckim, którzy w wyniku swoich kwerend odnaleźli także inne dokumenty.
Z zachowanych akt wynika, że “Cappino” kontaktował się wielokrotnie z rezydentami wywiadu PRL. I to nie tylko z oficerem o ps. “Pietro”, ale i oficerem o ps. “Tibor”. Udzielał im ważnych informacji, szkodliwych dla innych. (…)
Wszystkie te materiały będą w najbliższym czasie publikowane przez wspomnianych historyków świeckich. Dlatego też w liście do kościelnej komisji opisałem sprawę. Ze względu na zarzuty Macieja Bednarkiewicza , że są to “prywatne dokumenty”, nie wysłałem ksera stron, lecz wskazałem numerację segregatorów, zachęcając członków komisji, aby osobiście udali się do archiwum i zapoznali się z oryginałami. Poza tym, zbyt dobrze pamiętam słowa sprzed dwóch lat o “świstkach papieru trzykrotnie powielanych”
Po raz kolejny okazało się, że żmudna kwerenda w archiwach może jednak doprowadzić do odnalezienia dokumentów, o których sądzono, iż są zniszczone.
W ostatnim czasie namawiano ponoć arcybiskupa, aby dla dobra Kościoła podał się do dymisji, ale on poszedł w zaparte. Nowe dokumenty postawią więc Stolicę Apostolską w trudnej sytuacji. Z jednej bowiem strony Watykan nie będzie chciał pokazać, że ustępuje pod naciskami prasy. Z drugiej zaś strony kolejno ujawniane dokumenty będą jednoznacznie pokazywały, że arcybiskup, mówiąc najdelikatniej, mija się z prawdą, na czym ucierpi autorytet władz kościelnych.
Po raz kolejny okazuje się naruszenie żelaznej zasady watykańskiej zasady, że nuncjusz nie powinien być obywatelem państwa, w którym pełni swoją misję, może prowadzić do takich a nie innych skutków. Poza tym, nie ma w najnowszej historii Kościoła przypadku, aby nuncjusz w danym kraju był aż 20 lat. Obawiam się, że sprawa ta ma drugie, a nawet trzecie, dno.
Na łamach “Rzeczypospolitej” nuncjusza broni natomiast… były rezydent wywiadu PRL w Rzymie, podpułkownik Edward Kotowski, ps. “Pietro”.
Gazeta otrzymała od niego list, w którym pisze on: “Abp. J. Kowalczyka będę bronić z całych sił, nawet przed sądem, bo ja znam pełną prawdę o tym, że nasza znajomość miała tylko i wyłącznie naturalny charakter służbowy, wynikający z powierzonych nam przez nasze zwierzchnie władze stanowisk, a rozmowy które prowadziliśmy służyły rozwijaniu bilateralnych stosunków polsko-watykańskich i służyły normalizacji stosunków Państwo-Kościół w Polsce, co ostatecznie się stało. Dla mnie ks. prałat J. Kowalczyk nigdy nie był świadomym kontaktem operacyjnym”.
– Znajomość funkcji, którą pełnił Kotowski, skłania mnie do stwierdzenia, iż zdecydowanie jest to relacja historycznie wiarygodna – powiedział gazecie prof. Jan Żaryn z IPN.
Wygląda więc na to, że czeka nas jeszcze w tej sprawie wiele interesujących zwrotów.
Jerzy Bukowski











