Obowiązek udostępnienia policji i wojsku prywatnych pojazdów nakłada na obywateli artykuł 208 ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej z 1967 roku. Zgodnie z jej zapisami prezydent miasta może zarekwirować prywatne pojazdy w razie wybuchu wojny policji lub wojsku. Najpierw musi zostać jednak przeprowadzone postępowanie administracyjne. W ciągu siedmiu dni od otrzymania zawiadomienia właściciel motocykla ma obowiązek zgłosić się do urzędu miasta, w przeciwnym razie jego maszyna z urzędu “idzie w kamasze” – przypomnieli dziennikarze RMF.
Usłyszawszy o tym problemie, posłowie postanowili zorientować się, po co śląska policja zaczęła ewidencjonowanie motocykli, do czego będą one służyć, jakie jednostki wojskowe mają ich używać i jak zostaną dozbrojone.
Interpelację w tej sprawie pisze Adam Hofman z Prawa i Sprawiedliwości – właściciel dwunastoletniego choppera o nazwie “Wulkan”.
– Gdyby było zagrożenie kraju, to oddam wszystko co mam, jeśli będzie taka potrzeba. Ale umówmy się: polska armia potrzebuje profesjonalnego, dobrego sprzętu, a nie ujeżdżania “Wulkana” z 1997 roku – powiedział na antenie RMF.
W mobilizację jednośladów nie wierzy również Beata Bublewicz z Platformy Obywatelskiej. Jak twierdzi, jej Harley-Davidson nie przyda się armii.
– Jestem przekonana, że nie byłby odpowiednim wehikułem do przemieszczania się – wyjaśniła swoją opinię w tej kwestii dziennikarzom najpopularniejszego radia w Polsce.
Zainteresowaniem śląskiej policji motocyklami dziwi się także Stanisław Żelichowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego. Szydzi, że policja i wojsko szukają nie tam, gdzie należy.
– Armia powinna wiedzieć tylko, kto ma KBKB, czyli krótki bojowy kij bambusowy, a nie motocykl – wyśmiał całą sprawę na falach eteru.
Tylko w sejmowej komisji obrony do mobilizacji wśród motocykli podchodzą poważnie.
– Nigdy nic nie wiadomo, a i motory mogą się przydać – usłyszał reporter RMF FM od jednego z jej przedstawicieli.
Jerzy Bukowski











